Tabletowe zombie

dzieckozombie_wikimediacommonsCzas urlopowy, pora posiłku, restauracja (choć trzeba by chyba raczej powiedzieć „stołówka”), wysokiej klasy hotel (w końcu jestem blogerem 🙂 ) w Polsce. Gdzie nie spojrzę, zawsze w zasięgu wzroku zobaczę dziecko wpatrzone w tablet…

Chciałbym napisać ja pier****, ale obiecałem sobie odchamianie i prowadzenie bloga, na który mogą wchodzić dzieci. No to inaczej – dziecko, jeśli jesteś na tym blogu, i rodzic daje Ci tablet, żeby mieć spokój przy jedzeniu, jest debilem. Sorry, taka prawda. I czeka Cię mocna praca nad sobą, bo geny lubią przechodzić z rodzica na dziecko.

Patrzyłem na te dzieci i widziałem… zombie. Nie odrywające oczu od tabletu albo smartfona, otwierające usta zazwyczaj (choć nie zawsze), gdy zmysł powonienia podpowiedział im, że łyżka/widelec zbliża się do ust. Zombie w różnym wieku, na oko od półtora roku do wczesnego nastolatka (mama karmiąca nastolatkę? SERIO?), dla których NIE ISTNIEJE inny świat. The Walking Dead ery internetu. Jeden z ojców, gdy zwróciłem uwagę jego córce, oglądającej na tablecie „Kucyki” ryczące na pół sali szeptem mi podziękował (a wcześniej matka usiłowała poprosić (!) córeczkę, by ŚCISZYŁA (!!!) film). Sorry, ale kto tu ma kogo słuchać?

Nie jestem idealnym ojcem. Kiedy moi synowie proszą: „Tato, pobawisz się z nami?” zazwyczaj szukam wymówki. Ale do ciężkiej cholery przynajmniej przy wspólnym posiłku MAM DLA NICH CZAS i poza ochrzanianiem, że jedzą jak świnie (a komu się nie zdarza? 😉 )pogadam z nimi o różnych rzeczach, co nowego, dowiem się o ich zainteresowaniach, itd. I wtedy czasami jak do mnie przyjdą, to nie po to, żeby spytać, gdzie jest tablet, tylko żeby się przytulić. Tak po prostu. Do taty.