Spójrz czasami, spójrz w zwierciadełko

„(..)Nie patrz, nie patrz, nie patrz, nie patrz, nie patrz tylko w telewizor
Spójrz czasami, spójrz w zwierciadełko
Co nam powie zwierciadełko
Kiedy staniemy na baczność przed nim z rana
Powie nam całą prawdę, powie nam
Powie nam całą prawdę”
Róże Europy „Stańcie przed lustrami”

fogged_mirror_fernanda_toro_cc

Warszawski zespół „Róże Europy” to lata mojej młodości, ale jeśli ktoś z Was lubi spokojny polski rock, to mogę gorąco polecić. Kiedy zastanawiałem się nad felietonem na ten tydzień, ciągle miałem w głowie ten poprzedni, o tabletowych zombie, z tą różnicą, że zacząłem patrzeć na to wszystko przez pryzmat siebie, czy bardziej przez pryzmat, nas, dorosłych.

– Mam na imię X i jestem telefonoholikiem – z ręką na sercu, ilu z nas nie powiedziałoby czegoś takiego? Ja na pewno nie. Cholery dostaję, jak się orientuję, że w spokojniejszej chwili sięgam odruchowo po smartfon i przeglądam jakieś bezwartościowe newsy. Dobra, nie dowiem się o czymś ciekawym, związanym z tematem, który lubię. I co? Świat się zawali? Wściekły jestem na siebie, że nie potrafię po powrocie do domu rzucić telefonu w kąt. Owszem, wezmę sobie na wstrzymanie, pogadam z żoną, z dziećmi, by po chwili zajrzeć co tam ciekawego na Twitterze, albo czy jakiś news się nie pokazał.

I jaki ja daję przykład dzieciom? Dobra, nawigacja w samochodzie się przydaje, ale po mieście mogę jeździć bez. Aparat na wycieczkę po mieście mogę wziąć zwykły, standardowy, a żony nie muszę szukać, jeśli i tak jest ze mną na wycieczce.

Wytrzymalibyście? Ja będę wciąż próbował, bo choć utwór Róż Europy nieco stary, to wciąż prawdziwy – nie chcę spuszczając oko ze smartfona zobaczyć, jak dużo straciłem prawdziwego życia i tego samego uczę moje dzieci. Choćby po to, żeby wyrośli na mądrych, myślących chłopaków, bo ktoś tym zapatrzonym w ekrany motłochem będzie musiał rządzić.

Photo by Fernanda Toro (CC license)