Olimp Panakeja – piwo z herbatą, czy herbata z piwem?

Zamiłowanie do piw rzemieślniczych, zwanych również kraftowymi, powoduje, że mamy szansę spróbować wynalazków, a których za czasów Harnasia, Żywca, czy w lepszych chwilach Heinekena nam się nie śniło (a potem oglądać szok znajomych, mówiących, że to jakieś gówno, nie piwo, prawdziwe piwo smakuje jak _i_tu_wstawiamy_dowolną_nazwę_korpolagera). BTW to kraftowe browary udowadniają, że można zrobić dobry lager, po prostu hegemonom rynku się nie chce. No ale nie o lagerach miało być.
Herbata. Każdy z nas pił chociaż raz, a są tacy, którzy sobie bez niej życia nie wyobrażają. A jako, że są też tacy, dla których nieodzownym elementem życia jest dobre piwo, i można bez ryzyka założyć, że te zbiory mają część wspólną, dlaczego nie połączyć obu dóbr? Brzmi absurdalnie? Na początek może tak – pytanie jak smakuje.
W ostatnich tygodniach miałem okazję spróbować trzech piw, mających coś wspólnego z herbatą. Mate Nayerbane z Browaru Lubrow, to – jak sama nazwa wskazuje – raczej yerba mate i, jak wskazuje tym razem kontretykieta, czerwona herbata pu-erh. Wrażenie? Namawiając kogoś na piwo z herbatą nie dałbym mu Nayerbanego. Jak dla mnie standardowe IPA, bez szaleństw, z raczej ściągającą goryczką. Wyraźnie lepiej poradziła sobie Ice Tea Ale, drugi wypust nowego żyrardowskiego browaru Beer Bros. Panowie nie ryzykowali, po lagerze (nie próbowałem) uwarzyli APA, więc feeri zapachów i smaków nie było, ale lekkiej herbaty nie zabrakło, rześkości takoż.
And the winner is… no cóż, widzieliście tytuł i logo, więc niespodzianki nie będzie. Browar Olimp z Torunia zawiódł mnie tylko raz i to paradoksalnie… swoim topowym piwem, RISem Hades (ale to pewnie poprawi się za rok, jak wyjmę z lochu drugą butelkę). Królowa dzisiejszego wpisu, Panakeja, to za bez cienia przesady mistrzostwo świata, jeśli chodzi o piwo z herbatą.
Otwieram butelkę, pochylam kinola nad szyjką… Herbata. A w zasadzie HERBATA, do tego stopnia, że obawiałem się potwornej goryczki. Autentycznie, miałem wrażenie, że wącham świeżo zaparzonego Earl Greya, bergamotka i herbatka 🙂 przykryły nawet amerykańskiego chmiele.
Próbujemy. Fajna wysoka piana i goryczka… No jest goryczka, jak ma jej nie być, ale wykazane przez browar 80 IBU nie zabija. Czuć – tak jak w tytule – mocną herbatę z piwem (albo piwo z herbatą), ale po chwili gorycz dyskretnie ucieka, niczym swat, widzący, że para jego przyjaciół ma się ku sobie. O ile piw zazwyczaj nie powtarzam, Panakeja wpadła do mnie na listę: „A jeśli jednak się zdecyduję”.

panakeja1