Rzuć Facebooka. Da się.

facebook-695108_640Zastanawiam się, co ludzie widzą w Facebooku? Nie będę rzucał kamieniem, kiedyś też coś w nim widziałem, ale jakiś czas temu (nie pamiętam, czy to były dwa, czy trzy lata), zdałem sobie sprawę, jak koszmarnie rozesrywam czas i jak bardzo kreuję sobie iluzję rzeczywistego świata. Zaczęło się od tego, gdy rok i parę miesięcy wcześniej miałem urodziny i zobaczyłem mnóstwo życzeń na moim wallu. Głównie takich na siłę, sztampowych, na bank dlatego, że „Fejs powiedział”. Wkurzyłem się i wyłączyłem możliwość pisania na wallu – rok później dostałem życzeń znacznie mniej, na Messengerze. Minęło parę miesięcy i któregoś wieczoru zorientowałem się, że siedzę na kiblu przewijając fejsa i patrząc, czy wyjątkowo ktoś napisał coś inteligentnego. Dzień później mojego konta na FB już nie było. A najbardziej przeraziło mnie, gdy przez kilka dnia miałem regularne objawy odstawieniowe!

Że przyjaciele? Bez jaj, o tym jak wielu z nich było przyjaciółmi, dowiedziałem się w kolejne urodziny. Dla ułatwienia dodam, że konwersja nie wyniosła nawet 10 procent. Że newsy? Sorry, reklamy mam na ulicy, aż za dużo. Że socjalizacja? To pozory i iluzja, bardziej voyeuryzm. Że nie wspomnę o gigantycznych ilościach czasu zmarnowanych na gapienie się w stronę i oglądanie durnych filmików, a w efekcie stratach na produktywności.

Może jestem dinozaurem, ale zamiast 500 wirtualnych przyjaciół wolę mieć dwóch prawdziwych. I pójść z nimi na prawdziwe piwo, a nie wysłać emotikon.

Zastanówcie się nad tym. Dla mnie decyzja o rezygnacji z tego szajsu była jedną z najlepszych w ostatnich latach.