LG Wine Smart – powrót do korzeni

Kto pamięta swój pierwszy telefon? Ja tak, choć od tamtej pory miałem ich ponad 100 – to była wielka, w cholerę nieporęczna plastikowa Motorola. Potem był Hagenuk, a po nim kolejna Motka, z którą robiłem już lans na dzielni, bo był to jakże modny wtedy clamshell, czyli telefon z klapką łamany na pół. Wtedy była tendencja do miniaturyzacji, teraz sytuacja się odwraca, a tymczasem producenci zaczynają wypuszczać… telefony z klapką. Za moich dziecięcych czasów pytało się w takiej sytuacji: „Głupi, czy z milicji?”.

Koreańczycy z południa z milicji na pewno nie są, a po przyjrzeniu się dokładnie LG Wine Smart dochodzę do wniosku, że głupoty też im zarzucić nie można, a w tym szaleństwie jest metoda i da się z niego korzystać nawet jako z głównego telefonu – przy założeniu, że jesteśmy częścią grupy docelowej, bądź nieco zmienimy swoje przyzwyczajenia.

Gdy moja żona spojrzała na Wine’a od razu powiedziała: „Idealny dla mojej mamy!”. I to chyba najlepiej oddaje sens wypuszczania w dzisiejszych czasach na rynek telefonu z fizyczną klawiaturą numeryczną i bardzo wyraźnie przenoszącym dźwięki głośnikiem. Wielkie przyciski z cyframi, fizyczne guziki z wyraźnym logo kontaktów, aparatu i SMSa – to jest tak naprawdę to, czego potrzebuje większość pokolenia dziadków i babć, bez konieczności zakładania okularów i konieczności trafienia palcem w mikro-literki na ekranowej klawiaturze. Wine Smart trochę staje okrakiem między feature-phone’ami i smartfonami, bowiem na 3,2-calowym ekranie mamy normalnego Androida (w najnowszej wersji 5.1.1!) dzięki czemu można też sprawdzić sobie np. prognozę pogody, albo godzinę przyjazdu autobusu, a po zamknięciu klapki aplikacje automatycznie się wyłączą. Na dodatek, dzięki (w tym przypadku) ekranowi o marnej rozdzielczości, urządzonko ma wyjątkowo mały apetyt na baterię, potrafiąc bez problemu wytrzymać – przy używaniu internetu raz na jakiś czas – nawet trzy-cztery dni.

Na tym telefonie na pewno nie pograsz, ani nie zrobisz ładnych zdjęć (co nieco dyskwalifikuje go dla hipsterów, bo jak to się fotką na Insta pochwalić), ale nie to jest jego siłą. Można narzekać, że nie zobaczysz przed otwarciem klapki, kto dzwoni, ale zawsze można go połączyć ze smartbandem/smartwatchem, a poza tym otwarcie klapki nie oznacza automatycznie odebrania teleofnu. Na sto procent możesz za to mieć pewność, że nie stłuczesz szybki – oczywiście przy przestrzeganiu dobrych praktyk 😉 Jak teściówce padnie telefon to poważnie pomyślę, czy nie kupić jej Wine’a.

LG_s_w