Mort Subite Gueuze – szampan z jabłkiem

Podchodziłem do tego piwa jak pies do jeża. W dużej części dlatego, że doświadczenie z kwachami mam słabe – jeden walił (a co gorsza również smakował) płynem do podłóg, drugi był taki jakiś… sztuczny, a trzeci jak oranżada. No ale kolega na insta poradził, żeby spróbować Mort Subite, że tamte to light, a ten to już średni poziom hardcore’u. Cóż – pacierza i piwa nie odmawiam, a że jakiś czas później znalazłem w Piwomaniaku gueuze, to nie było na co czekać.

Co to w ogóle jest Gueuze? Łukasz na Piwolucji objaśnił, że czeka mnie: „Mieszanka kilku lub kilkunastu czystych lambików, poddawana ponownej fermentacji w butelkach. Mniej intensywna od czystego lambika, przyjemnie kwaśna, ugrzeczniona, zbalansowana. Występują nuty dzikie, a także aromaty owocowe: jabłek, grejpfruta czy rabarbaru. Mocno nagazowane”. Szkoda, że tekst nie pojawił się zanim kupiłem, go akurat gueuze od Morta określił jako… kiepskiego reprezentanta stylu. Well – piwo kupione, co będę czekał.

I tu w zasadzie mógłbym skończyć określić jednym zdaniem: szampan z odrobiną jabłka. Zarówno w zapachu (w butelce jeszcze doszło faktycznie wysokie nagazowanie, specyficznie wpływające na odbiór zapachu), jak i w smaku. Wybór okazał się być dobry, bo akurat na to piwo zdecydowałem się podczas wielkich upałów i faktycznie było mocno orzeźwiające, na pewno też dzięki lekkiej kwaskowości, akceptowalnej dzięki lekkiej słodyczy 🙂 Fajne piwo, faktycznie nieco bardziej konkretne niż np. owocowe Faro z Lindemansa, ale na upały jak dla mnie zdecydowanie pijalne. Tylko, czy to faktycznie jest piwo? Bardziej jak wino musujące.

To co, teraz pora na czystego lambika? Tylko muszę dorwać najmniejszą możliwą butelkę, a najlepiej degustację, bo obawiam się, że tego mogę nie zdzierżyć 🙂

mort