AleBrowar Be Like Mitch – Ambrozja na upały

Początkowo nie planowałem pić tego piwa. To znaczy, nie to, że w ogóle, ale poprzedniego wieczoru wypiłem dwa, a nie zwykłem wciągać browarów codziennie. Wygrały jednak okoliczności przyrody: ponad 30 st. C, rozpalony grill, urocze popołudnie na R.O.D.O.S. (Rodzinny Ogród Działkowy, Otoczony Siatką)… Generalnie – warunki w sam raz na American Wheata od prekursorów piwnej rewolucji w Polsce.

Już samo spojrzenie na etykietę Mitcha obiecuje rześkość. Postawny ratownik, niczym David Haselhoff ze „Słonecznego Patrolu”, żółć piasku, błękit nieba i złoto palącego słoneczka. Prawie jak u mnie na R.O.D.O.S., tylko nie tak gorąco.

Otwieram buteleczkę, podsuwam pod nos i od razu zapach „dochodzącej” kurzęcej kiełbasy z grilla zostaje przyćmiony bukietem owoców z amerykańskich chmieli. Jakich owoców? Kurczę, muszę posłuchać rady kolegi (ma za sobą kurs dla wielbicieli wina) i wwąchiwać się w różne owoce, gdy tylko będę miał okazję. Wtedy będzie mi łatwiej rozpoznać poszczególne zapachy, bo tu było ich sporo i zlały się w bogaty bukiet. Odrobinka słodowości w tle zapowiadała odrobinę „oranżadowości”. Piana była wysoka, fajna i zbita – niestety zanim ustawiłem butelkę i teku do zdjęcia, nieco opadła.

Smak… kurde, ciężko powiedzieć, czy zaskoczył. Po zapachu można się było spodziewać nieco słodyczy, której w smaku zabrakło. Pytanie, czy to źle – nie zamierzam przeglądać wytycznych BJCP :), ale wydaje mi się, że słodycz pod ten typ by nie pasowała. Co innego w przypadku lekkiej goryczki i delikatnej kwaskowatości, z owocowym tłem. To. Było. Bardzo. Dobre. Żar lejący się z nieba, kiełbaski – w efekcie nie zauważyłem, kiedy teku było puste. Goryczka mnie zaskoczyła – niby niewiele więcej, niż w korpolagerach (no kurde, co to jest 28 IBU przy 100 IBU!?) ale bardzo wyraźnie zaznaczona i szybko znikająca. Fajne piwo „przejściowe” dla kogoś, kto chciałby spróbować czegoś innego niż lagery, ale zdecydowanie na lato. Drugiej warki przed wiosną bym się nie spodziewał.

Mitch