Wyrzygaj swoje problemy

MetroTlumLubię nowe technologie, a wręcz mam na ich punkcie pierdolca. Nie wyobrażam sobie życia bez mobilnego internetu, nawet stojąc na przystanku rozkład jazdy sprawdzam w JakDojade. Dobrze się czuję, mając świadomość, że dzięki telefonii komórkowej wiele spraw mogę załatwić szybko, w drodze. Ale jednego nie rozumiem…

po jaką cholerę ludzie rozmawiają w autobusie/tramwaju, wywlekając swoje prywatne sprawy przed setką obcych ludzi?

Jechałem wczoraj do pracy, wyjątkowo autobusem, bo poprzedniego dnia źle się czułem i zostawiłem rower w robocie. Wszedł koleś, który nawijał bez przerwy i na dodatek tak głośno, że było go słychać chyba w całym autobusie. Gdy zwróciła mu uwagę starsza kobieta, mówiąc, że nie interesują jej jego sprawy, stwierdził, że on musi teraz porozmawiać i ma nadzieję, że pani wytrzyma. Jego „musi” polegało na tym, że przez kolejne 10 minut gadał o kompletnych pierdołach i przez następne 15 też, bo niestety przesiadł się do tego samego autobusu, co ja.

O czym ja już nie słyszałem w komunikacji miejskiej. O problemach rodzinnych, mężu bijącym żonę, sprawach sądowych, kontaktach intymnych… Czasami zwracam uwagę rozmówcom, ale generalnie czego bym nie mówił raz na jakiś czas znajdzie się ktoś, kto bez nawijania nie wyrobi. Naprawdę tak ciężko załatwić sprawę szybko albo powiedzieć: „Oddzwonię później”? Naprawdę trzeba wyrzygać swoje problemy przed autobusem pełnym ludzi?