To Øl Jule Mælk – Morderca o twarzy dziecka

Mam taką koszulkę – jedną z moich ulubionych – z napisem „Wczoraj trochę popłynąłem”. Znakomicie oddaje to jak czułem się w środę, po wieczornym spotkaniu z kumplem. Dodam, że nie na basenie, bo pływać nie umiem…

Jak się domyślacie, poszliśmy na piwo. A ja oczywiście jak zwykle okazałem się niepoprawny, bo gdy tylko przekroczyłem próg Hopsters, okazało się, że – choć od pierwszych urodzin knajpy („Stooo lat, stooo lat!”) minęło 5 dni, jest jeszcze podpięta beczka z Jule Mælk po ekstremalnie okazjonalnej cenie. 10 PLN za 0,25 po-tęż-ne-go, 15% RISa? No i zacząłem od „Julka”. Na koniec wieczoru okazało się to sporym błędem, ale to temat na zupełnie inną historię.

Kiedyś w Manchesterze United grał Øle Gunnar Solskjær, człowiek, w którego personaliach są te same śmieszne znaczki, co w „Julku” i który chyba nawet stojąc jedną nogą nad grobem będzie wyglądał jakby właśnie uciekł z przedszkola. Z Jule Mælk jest tak samo. Choć wygląda… no jak RIS wygląda, ostatecznie pierwsza obietnica okazuje się być całkiem niepozorna, w porównaniu do końcowego efektu. Gęsty jak olej, nieprzejrzyście czarny, z charakterystycznym dla odmiany bukietem czekoladowo-mlecznych zapachów. Ta mleczność nie wzięła się przypadkiem, bo nawet piwowarzy z To Øl nazywają to piwo „Foie Gras RISów”, nawiązując do tych biednych gąsek napychanych tłustym żarciem, wątrobami których napychają się potem snobi. „Julek” jest tak samo, do granic możliwości, opchany… laktozą i o ile słodycz zapachu, likerowo/czekoladkowa, obiecuje ciekawe doznania, ale zaręczam, że nikt nie spodziewa się aż takich. Nigdy nie piłem słodszego piwa, które każdą molekułą usiłuje przykleić się wszędzie po drodze do gardła. I wiecie co? Niestety uwielbiam słodycze i po pierwszych łykach, gdy mózg mówił „ulepek!” szybko się przyzwyczaiłem. W smaku też przede wszystkim mnóóóóóstwo mlecznej czekolady, gęsta śmietanka, co nieco melasy, czyżbym uchwycił trochę rodzynek? A może to jednak tylko wiśnie w likierze?

Słodkie jak cholera i – co zdecydowanie czuć, gdy w końcu wstanie oddać daninę przyrodzie – naładowane nie tylko laktozą. 15 procent alkoholu jest kompletnie niewyczuwalne i jeśli zdecydujemy się wypić go więcej, możemy się niemiło zaskoczyć. Co nie zmienia faktu, że wysuszywszy pokal do cna miałem ochotę go wylizać.

JuleMaelk