Roomba iRobot 880 – Marzenie mężczyzny

Bez tego gadżetu blog mężczyzny recenzującego gadżety nie byłby kompletny. No bo może to seksistowskie, ale powiedzcie – czy raczej napiszcie – mi Panowie: Kto z Was lubi odkurzać? Przy okazji drugie pytanie – u kogo z Was odkurza żona/dziewczyna? Znajdzie się pewnie paru wyjątków, którzy przynajmniej po jednym z tych pytań podniosą rękę, ale tylko potwierdzą regułę. Prawda jest taka, że nie-na-wi-dzi-my sprzątania (nasze Panie zapewne też nie) i z bananem na paszczach przyjmiemy jakiekolwiek rozwiązania, które w tej kwestii ułatwią nam życie. Np. iRobota 880. Obsługa? Trywialna. Wyciągamy z pudełka, ustawiamy stację dokującą (najlepiej gdzieś pośrodku domu – trzeba pamiętać, że odkurzacz musi mieć trochę miejsca na manewrowanie) i stawiamy tam jednostkę główną. Gdy akumulatorek zaświeci się na zielono – wciskamy przycisk „Clean” na samiutkim środku odkurzacza. I tyle. Kładziemy się na łóżku, zwierzęta domowe same uciekną.

Można oczywiście – jak z każdym gadżetem – wziąć się za dokładniejszą konfigurację. Mamy chlew na podłodze w którymś pokoju? Null problemo, stawiamy Wirtualną Ścianę i „Henio” (jak ochrzciliśmy od razu iRobota w mojej rodzinie) jej nie przekroczy (do momentu, gdy w Ścianie nie padną baterie). Mamy większy dom? Przełączamy Ścianę na tryb Latarni i już Roomba będzie wiedzieć, gdzie ma szukać kolejnych pokojów. Ze schodów nie spadnie, kota nie zje, kable najwyżej przeciągnie na drugi koniec pokoju (ponoć poprzednie modele były bardziej łakome), a jak poczuje, że kończy mu się bateria to wróci do stacji, naładuje się i z pełnym „żołądkiem” wróci kontynuować robotę. Aha, no i przede wszystkim trzeba go zaprogramować tak, by uruchamiał się sam, gdy nas nie ma w domu (jeśli dzieci nie posprzątały klocków – polecam zamknąć drzwi).

Jak to się sprawdza w życiu? Moja kochana żona twierdzi, że woli prawdziwy odkurzacz, ale ja – ciiiii! – pozwolę sobie zgodzić się z nią tylko w części. Nie liczcie na to, że wprowadzicie iRobota do uświnionej mordowni a po 3 godzinach zobaczycie pokój jak z reklamy płynu do podłóg. To bardziej urządzenie do utrzymania porządku, a nie zaprowadzenia go. I w tym faktycznie jest genialny, choć obawiam się, że algorytmu z jakim porusza się po pomieszczeniach nie da się rozkminić na trzeźwo. A no i trzeba pudłu przyznać, że konsekwentne jest – odkurzając mój salon uparcie usiłuje wleźć pod szafę, mimo, że jest o centymetr za wysoki. Z dywanem o dość sporym włosiu daje sobie radę – zapala się ikonka, że jest na granicy zapchania, ale nie wyłącza się.

Wszystkie wymyślne nazwy systemów traktuję jako marketingowy bullshit, ale „mój” iRobot faktycznie nie miał problemów z czyszczeniem powierzchni tuż przy ścianach – „trójzębna” szczotka nagarniała brud, a dysza go wciągała. Ba – nie tylko brud, zdarzało się, że raz zeżarła mi słuchawki (uratowałem), a parę raz spore klocki Lego moich dzieci. Wbrew temu, co pisze producent, ma problem z włosami – na szczotki regularnie nawijają się „spady” z głowy mojej Ślubnej i okazują się być do tego stopnia agresywne, że… przecinają gumowe szczotki, jeśli zapomnimy przynajmniej raz w tygodniu wyczyścić odkurzacz.

Samo serwisowanie jest trywialnie proste. Jednym ruchem wyciągamy pojemnik na brud, drugim go otwieramy i wysypujemy zawartość do śmietnika. Robimy to dość często, bo w porównaniu do tradycyjnych odkurzaczy jest dość niewielki, ale myślę, że na 30 sekund „pracy” możemy sobie pozwolić. Wyjęcie szczotek (guma na twardym plastiku) to kwestia odsunięcia dwóch blokad naraz i wyciągnięcia z prowadnic. Jeśli cokolwiek się zepsuje – odkurzacz się zatrzyma i wyjaśni nam po polsku przyczynę awarii.

 

Świetny sprzęt, dla mnie tak samo kluczowy w domu jak zmywarka. A że raz na tydzień przejadę przez 5 minut „dużym” odkurzaczem pod niskimi szafami i w kątach – come on, przecież raz na jakiś czas mogę też umyć garnek albo patelnię, korona mi z głowy nie spadnie. Nigdy do tej pory nie marzyłem, że będę mógł wyjść rano z domu i wrócić do odkurzonego. Cudo!

Roomba880