Greene King Double Hop Monster IPA – To ja wolę Warkę…

Jako, że ostatnio głównie chwaliłem, przyszła pora by przestrzec. Łukasz Matusik z Piwolucji jakiś czas temu przestrzegał, by nie kupować w niepewnych miejscach mocno chmielonych zagranicznych piw. Bo nie wiadomo jak było transportowane, w jakich warunkach leżało, etc. Pożal się Boże Monstera piłem już jakiś czas temu, ale obawiam się, że jemu nawet przechowywanie w komfortowych warunkach kompletnie by nie pomogło.

Pierwszy rzut oka to całkiem konkretne obietnice. Etykieta ze smokiem, że podwójnie chmielone, że monster. No to zacieramy rączki, biegniemy po teku, bo będzie się działo! Taaa, San Marino w 1993 też mieliśmy wpierdzielić jak kozie za obierki, a skończyło się na ręce Furtoka na 1:0… A tutaj wystarczyło zdjąć kapsel i już się można było spodziewać, że będzie tak samo. No bo przecież przy Double Hop IPA to gdy otwieram piwo w salonie to zapach chmieli powinien zbudzić moje dzieci, a tu… nic. Nie to, że trochę, że coś. NIC. Niente. Dopiero jak prawie wepchałem kinola do butelki to coś tam udało się wyłapać. Odrobinka chmieli, nieco chlebowości, sztuczny miód. Nawet ten nikł czar prysł jednak, gdy zdecydował się to wypić i poczułem lager. Słabo nagazowany, wodnisty, płytki, rozciapciany korpolager. Jak słowo daję, bardziej wyrazisty smak od DHMIPA miała Warka Strong! (i to wbrew pozorom nie jest komplement dla piwowarów Grupy Żywiec). Brrrr.

Ku mojemu zaskoczeniu widziałem kilka w miarę pozytywnych opinii o tym piwie. Może moje było zepsute, może warka lewa, może źle przechowywane. Ale od tamtego czasu przeczytałem kilka recenzji piw z tego samego browaru i żadna nie była pozytywna. Dobrze, że dostałem je w prezencie. Zaliczyłem na raz pierwsze i ostatnie piwo z Greene Kinga.

GreeneDHMonster