Pracownia Piwa Mr Hard Rocks – Król spod Krakowa

Russian Imperial Stout. Już sama nazwa, a szczególnie „imperialność”, sugeruje, że mamy do czynienia z czymś Wyjątkowym przez Bardzo Duże W. Dlatego też nigdy nie pijamy takich piw „tak po prostu” – tym razem okazją już jakiś czas temu była moja 10. rocznica ślubu. Warto było czekać.

Pracownia Piwa z podkrakowskiej Modlniczki to jeden z niewielu polskich browarów rzemieślniczych który nie zawiódł mnie żadnym wypustem, ich piwa zawsze degustuję z szerokim bananem na paszczy. Czasami nawet i w zapachu, choć akurat w przypadku Mr Hard Rocks tej nuty się nie spodziewałem. Miałem wrażenie, że charakterystyczny „bączek”, zachomikowany dla mnie przez kilka godzin w stołecznym Piwomaniaku (gorąco polecam miejscówkę, świetny wybór piw) zgromadzi zapachy pod samym kapslem, ale – rany boskie – AŻ TAK? Pochyliłem się nad charakterystycznym dymkiem znad szyjki a poczułem się jak za czasów podstawówki, gdy na wycieczce do Wedla stanęliśmy nad kadzią, gdzie mieszała się czekolada. KOSMOS! Wierzcie lub nie, ale naprawę ślinię się, pisząc ten tekst. Po ogrzaniu pojawiła się nutka kawy, odrobinka wanilii, coś w stylu gęstszego, bardziej ekstraktywnego i nie tak śmietankowego Baileysa.

Smak? 0,33 piwa piłem przez niemal półtorej godziny. Jest słodkie, ale nie lepko słodkie, a raczej mleczno słodkie. Tak jakby wziąć fioletową Goplanę (moja ulubiona mleczna czekolada), nieco ją uwytrawnić i dodać szczyptę kawy, ale bardziej na posmak i tło, niż goryczkę. Aksamitne, z rewelacyjnie ukrytym alkoholem.

Piłem Blacka od Mikkelera, piłem Konrada od Lerviga (ależ tam były rewelacyjne wiśnie w czekoladzie!), ale żadne z nich nie było lepsze od Mr Hard Rocks. Taki RIS za ca. 20 PLN? 5€?! Powinien zawojować świat.

Rogasie są miszczami. Cudze chwalicie, swego nie znacie, Modlniczka rządzi.

PS: Pomyślałem sobie, że spróbuję nowy styl grafiki, dajcie znak, który bardziej Wam pasuje.

mrhardrocks