Birbant Barrel Aged RIS – Inna planeta smaku

Na beczkowego RISa czaiłem się już od dawna. Gdy wypiłem pierwszego RISa, wiedziałem, że będzie to jeden z moich ulubionych stylów i – jak twierdzą co złośliwsi – wcale nie ze względu na to, że ma najwięcej alkoholu 🙂 Ujęły mnie zarówno pełnia wynikająca z wysokiego ekstraktu Russian Imperial Stoutów, a przede wszystkim złożoność smaków i wyczuwalna słodycz. Co zrobić – łasucha z człowieka się nie wypleni.

Zrobiłem oczy jak spodki, gdy dowiedziałem się o leżakowaniu piwa w beczkach po mocnych alkoholach, a słysząc jak Kopyr egzaltuje się piwami Barrel Aged (w skrócie BA), wiedziałem – MUSZĘ dorwać takiego RISa! Energia mi spadła, gdy zobaczyłem, że taki George z Mikkelera Bourbon BA kosztuje 60 PLN za 0,33… Aż tu nagle news – w piątek 25.09 w kilkunastu knajpach w Polsce będzie można napić RISa BA z niezłego browaru Birbant. Well – zdaje się, że piątek mam już zaplanowany 🙂

Najpierw skoczyliśmy z Asegiem do Samych Kraftów – bliżej mieliśmy. Tam mieli leżakowany w beczkach po whisky, 17 PLN za 0,33 – daje radę. Nalali, wpycham kinol do pokala… Jezusicku! W tym momencie pożałowałem, że żaden ze mnie sensoryków – co ja bym dał za to, żeby rozróżnić te wszystkie zapachy! W życiu nie czułem tylu zapachów w jednym pokalu piwa. Ciężko mi je opisać, bo ślinianki zaczęły produkować jak opętane i po prostu nie potrafiłem wyodrębnić nic konkretnego. Wybaczycie mi, jak napiszę, że pachniało przepięknie, jak żadne inne piwo, które do tej pory piłem? Ze smakiem było już nieco inaczej, dlatego na Untappd nie dałem pięciu gwiazdek. Moja pierwsza myśl: „Whisky”. Jakby jej dolali do piwa. Medytowałem przez kwadrans, aż w końcu doszedłem, że dominującym smakiem są wiśnie z nalewki. Pamiętam, jak nastolatkiem będąc dostawałem czasem od Taty parę wiśni, jak zlewał wiśniówkę – smakowały dokładnie tak samo! No i niestety to był problem – bo tak jak mówię znajomym, że po dobrze uważonym piwie nie czuć dwucyfrowego alkoholu (pozdrowienia dla chłopaków z To Øl) to tutaj go czuć. I tak dobrze się piło, ale to nie było tak bezbłędny aksamit jak w Mr Hard Rocks, a czuć było bardziej, niż w mocniejszym o 3/4 raza Blacku.

W międzyczasie zadzwoniłem do Piwnej Sprawy i okazało się, że tam mają Rumowego. No to co – do autobusu, tym bardziej, że bez przesiadki, i po niecałej półgodzinie stawiliśmy się w dość zapełnionym jedynym wielokranie na Bielanach. Tam pozwoliłem sobie na chwilę słabości i zamówiłem pół litra (dwa złote drożej, niż 0,3 w Kraftach? Nad czym się zastanawiać! 🙂 ). I tu w pokalu było już wyraźnie łagodniej (przez co jeszcze cholera bardziej zdradliwie), łagodna rumowo/rodzynkowa słodycz, znacznie subtelniejsze wisienki, można było sączyć tę cholerę jak soczek, gdyby nie to, że zacząłem odczuwać słabość w dłoniach (piliśmy na zewnątrz), a nie byłem gotów zapłacić za potłuczone szkło). Pięciu gwiazdek nie będzie, ale nie wykluczam w przyszłości. Czekam, gdy Birbant w kolejnej warce wypuści butelki, wtedy wrzucę je do lochu i dam dwa lata żeby się ułożyły. Coś czuję, że wRISyBirbanttedy urwą dupę.