Alcatel OT Pop 10 z klawiaturą – niegłupia hybryda

Tablety ze średniej półki to nie jest – a przynajmniej nie było – coś, co do tej pory rzucało mnie na kolana. W tej kwestii akurat albo coś jest z wysokiej półki i śmiga jak szalone, albo ma żenująco słabą specyfikację i zastanawia się nawet, czy warto się włączyć. Jedyne do czego się nadaje, to danie go dziecku, żeby miało co zrobić z wolnym czasem (nie to, żebym to pochwalał, ale są tacy). Generalnie – albo wydajemy wór kasy i mamy sprzęt, który ekranem i osiągami zawstydzi nasz telewizor albo… no albo lepiej kupić kilka dobrych piw. Dlatego biorąc do ręki Alcatela One Touch Pop 10 nie spodziewałem się zbyt wiele. A co dostałem?

Nie oszukujmy się – gdyby to był zwykły tablet, niczym by się nie wyróżniał. Nie byłby to może taki koszmarny badziew jak z kosza w Biedronce, ale nie byłoby o wiele lepiej. Aczkolwiek jak na konfigurację optymalizacja firmware’u okazuje się być całkiem niezła – jestem przyzwyczajony, że powiedzieć o urządzeniu z gigabajtem RAMu, że „pełza” to i tak mocne semantyczne nadużycie. W przypadku Alcatela Pop 10 bardziej irytowała mnie toporna, twarda plastikowa obudowa. To też jeden z powodów, z których tablet wydaje się być cięższy, niż wskazywałaby na to specyfikacja. Wynik z Antutu potwierdził moje opinie – mamy do czynienia ze standardową średnią półką, z dużym ekranem i rozdzielczością zbliżającą go raczej ku minionej epoce.

Dlaczego zatem nie oznaczam go jako #niechcęgo? Ano dlatego, że dzięki doczepianej klawiaturze nie wyróżniający się tablet staje się całkiem przyzwoitą hybrydą z Androidem! A wtedy, jeśli jesteśmy w grupie, która potrzebuje przenośnego urządzenia, pozwalającego na szybkie napisanie, czy zredagowanie tekstu i natychmiastowe umieszczenie go w sieci, mniej będziemy zwracać uwagę na jego minusy. Bardziej zainteresuje nas klawiatura z bardzo stabilnym magnetycznym fizycznym połączeniem z tabletem i przesyłaniem danych przez Bluetooth. Zwrócimy uwagę na możliwość skorzystania z darmowych pakietów biurowych i korzystania z internetu dzięki połączeniu LTE. Oczywiście nie jest to ultrabook, ale wciąż mamy do czynienia z urządzeniem małym, możliwym do wrzucenia do plecaka i mimo tego nie tracącego głównej funkcjonalności. Z urządzeniem, które po odpięciu klawiatury stanie się jeszcze bardziej mobilne i nawet film sobie obejrzymy, choć faktycznie jakość obrazu nie rzuci nas na kolana.

Na pewno nie każdy rzuci się na ten tablet jako wyjątkową okazję. Ale przyznam Wam szczerze, że mnie – jako blogerowi – faktycznie się przydaje, do tego stopnia, że przeciągałem testy tak długo jak się dało i z żalem go oddawałem.

AlcatelPop10