Pudelek i durne programy zamiast dobrej książki?

RMan_Reading_a_Book_in_the_Streetok temu złapałem fazę na zapisywanie przeczytanych przeze mnie książek. Śladem Roberta Drózda z bloga Świat Czytników zacząłem notować, co, kiedy i w jakiej formie przeczytałem i jaką ocenę wystawiłem danej pozycji. Po co? Z kilku powodów – żeby nie być gorszym od Roberta :), żeby w końcu uświadomić sobie, ile tak naprawdę czytam, wreszcie żeby… rywalizować. Choćby z samym sobą. Element grywalizacji dodaje życiu smaczku, a w sytuacji, gdy statystyczny Polak czyta mniej niż jedną książkę rocznie, fajnie chociaż w jednej dziedzinie być w krajowej czołówce. Inna sprawa, że takie 42 książki w ubiegłym roku (w tym patrząc na statystyki tempo mam odrobinę wolniejsze, ale nadrobię) to dla mnie w sumie nic wielkiego, liczyłem na 52 🙂 Ale jak tak patrzę na wspomniane statystyki i gdy zaglądam do internetu, regularnie przerażam się, w jakim świecie żyję. Gdy koledzy w pracy pytają: „Skąd ty masz czas, żeby tyle czytać?” robi mi się ich szkoda. A co, mam czytać Pudelka i Plotka, oglądać „Żony Hollywood” i programy informacyjne w telewizji? Nie ma opcji. Jeśli mam robić sobie wodę z mózgu, to wolę to robić piwem 🙂 A czas lektury przeznaczać na coś choć trochę wartościowego, co poszerzy moje horyzonty, rozwinie moją wyobraźnię, czasami pobudzi do myślenia, a nierzadko dołoży do tego sporo emocji. Kobieta masturbująca swojego psa (czytałem jak Krzysiek Stanowski na Twitterze opisywał „Żony”) to niekoniecznie wrażenia, jakich oczekuję.