Artezan Specyfik – Gęsty bursztyn w płynie

Od Specyfiku zacząłem moją ostatnią wizytę w skromnym trzyoosobowym gronie przyjaciół w stołecznym Hopstersie (którego tablica notabene zdobi pierwszą stronę ChcęTo). Zaczynanie od tak mocnego piwa nie było może pomysłem do końca fortunnym, ale bałem się, że skończy się beczka. Inna sprawa, że następnego dnia rano cierpiałem katusze niemożebne (Szwagier też), po zaledwie 2,66 litra i obaj mamy potencjalnego sprawcę, ale nie będę mu robił antyreklamy. Jedno jest pewne – nie było to bohater dzisiejszego wpisu.

Lubię imperialne IPA, w ogóle lubię mocne piwa, a gdy dołożymy do tego fakt, że Artezan nigdy mnie nie zawiódł, to wiadomo, że spodziewałem się prawdziwej petardy. I taką dostałem. O ile w zapachu mamy stoisko na afrykańskim suku, pełne mnóstwa niesamowicie pachnących tropikalnych owoców, to już w smaku czuć charakterystyczną dla IIPA mocną slodowa podbudowe (sorry za brak ogonków, piszę na tablecie na imprezie 🙂 A on ma z tym pewne problemy). Mawiają, że to karmel, ale mnie najbardziej kojarzy się z… bursztynem. Serio – pijąc Specyfik miałem wrażenie, że sączę rozpuszczone Złoto Bałtyku. Absolutnie nie wpływa to źle na smak – dodaje pełni i swoistej agresywności, przy zachowaniu kapitalnego profilu zapachowego i wyraźnych owoców w tle w smaku. Zdradliwie pijalne piwo, choć nie dla wszystkich – mój serdeczny przyjaciel Robus po wypiciu łyka spytał jak ja mogę to pić, skoro to tak ryj wykreca 🙂 IBU faktycznie mocne, ale goryczka nie zalega, po chwili spokojnie zanika, a za to dodaje trunkowi szlachetności.

Zacne piwo. Warto.

Artezan_Specyfik