Xperia Z5 – Dajcie prezesa do Tańca z Gwiazdami

„Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”. Znacie? Jeśli jesteście na tyle młodzi, że nie – to koniecznie obejrzyjcie „Rejs”. Ale wcześniej przeczytajcie moją recenzję „melodii”, która nie zmienia się od lat, ale wciąż ma w sobie czar.

Wiem, wygląda tak samo od lat. Wiem – gdyby położyć obok siebie Xperie od Z do Z5 to z daleka ciężko by je było od siebie odróżnić. Pytanie brzmi po co zmieniać coś, co dobrze sobie radzi? Jakby się dobrze przyjrzeć to podobnie jest w przypadku flagowców LG, a tam narzekania nie ma.

Soczysty jak Amoled

Z5 od pierwszego kontaktu mnie oczarował, ta słuchawka po prostu tchnie elitarnością. Delikatne, acz wytrzymałe, chłodne aluminium, matowe szkło z tyłu i Gorilla Glass, przykrywające jasny, soczysty 5,2-calowy ekran Full HD z przodu. Zet-piątka w porównaniu do poprzedniej edycji wydaje się nieco grubsza, zapewne po części ze względu na wystającą nieco z przodu i z tyłu aluminiową ramkę. Mnie akurat nie do końca się to podoba, ale ma swój cel – przy upadku na ziemię można mieć nadzieję (nie próbowałem, obawiałem się takich testów), że ocalą przód i/lub plecki. Gorzej jest w przypadku przycisków głośności, które nie wiedzieć czemu zostały przeniesione z góry na dół – między przyciskami odblokowania i migawki. To oczywiście nie jest wielki problem, tym niemniej wielokrotnie łapałem się na tym, że usiłuję wcisnąć… puste aluminium.

W porównaniu do Z3 (w Europie nie uświadczyliśmy Z4) tegoroczny flagowiec to bardziej rewolucja, niż ewolucja. 5,2-calowy ekran Full HD w technologii Triluminos zrobił na mnie lepsze wrażenie, niż w poprzedniku. Jest jaśniejszy, wyraźniejszy, ostrzejszy, a kolory wydają się bardziej nasycone, niemal amoledowe. Testując Z5 używałem jeszcze dwóch innych flagowców, które w tej rywalizacji wyraźnie przegrały. Sony reklamując swój nowy model dużą uwagę zwraca na czujnik odcisków palców. Umieszczenie go w przycisku odblokowania jest fajnym pomysłem, ale niestety nie do końca dopracowanym – skoro mam czujnik w przycisku, to wciskanie go, by go następnie dotknąć, dokłada użytkownikowi kolejny, zbędny krok. Co do samego działania – jest ok, nie trzeba przesuwać, ani przykładać w konkretny sposób palca, skuteczność oceniam na ok. 95%.

Wygrali z ostrością

Sony chwali też swój aparat i w tym akurat nie ma cienia przesady. Myślałem, że mówienie o „hybrydowym autofocusie” to klasyczny marketingowy blebling, ale faktycznie aparat w Z5 doceni każdy, kto chciał nagle złapać wyjątkowo ulotną chwilę i nie dał rady, zanim ustawiła się ostrość. Tutaj faktycznie działa to błyskawicznie, aczkolwiek czasami automatyce zdarza się mylić (spore problemy miała np. z moją świnką morską). Zdjęcia w świetle dziennym są – to już standard we flagowcach – świetne, w mocnym sztucznym (to już standardem nie jest) również, Z5 przegrała tylko przy zdjęciu w ciemności, gdzie na dalekim planie świeciły latarnie. Wtedy było tylko bardzo dobrze, nie było to pierwsze miejsce wśród flagowców, a „jedynie” podium. Jedyny ból to brak porządnej diody doświetlającej, a najlepiej zestawu lampek o różnych kolorach. Tu wciąż mamy małą smutną diodkę, która nie da nam szans do rozświetlenie zbyt dużej ciemności, czy dalekich planów.

Jak spisuje się Z5 w codziennym użytkowaniu? Tutaj nie miałem wątpliwości, że niczym nie zdołam jej zapchać, czy zmulić i nie zawiodłem się. Niestety nie podam Wam wyniku w Antutu, bowiem miałem do dyspozycji sampla z zablokowaną możliwością instalacji benchmarków, ale naprawdę jest szybko i płynnie. Syndromu Wrzącego Snapdragona nie stwierdzono – nie powiem, że tył obudowy jest chłodny, faktycznie przy ostrzejszym używaniu wyraźnie się nagrzewa, ale o ile palce w mroźny dzień bym nim lekko podgrzał, to na pewno się nie oparzę. Bateria? Dwa dni to mimo wszystko przesada, jednak nigdy nie musiałem z desperacją biec wieczorem do ładowarki.

Podsumowanie

Mam słabość do Sony. Od czasu Xperii Neo V regularnie przewijają się przez moje ręce telefony japońskiej firmy w roli prywatnych słuchawek, doradziłem ich zakup przynajmniej kilkunastu osobom i żadna nigdy mnie nie przeklęła 🙂 Xperie nie usiłują wygrywać wymyślnym wzornictwem, dziwnymi nakładkami graficznymi, czy mnóstwem niepotrzebnych funkcji. Powiedziałbym wręcz, że to właśnie fakt trzymania się od lat tej samej linii, podobnej skromnej, prostej, surowej, nie topornej i nie pretensjonalnej bryły, czy jasnej i czytelnej nakładki, powoduje, że wiele osób raz na rok, dwa, czy ostatecznie trzy, kupuje kolejne, nowe Xperie, nie tylko z serii Z. Nie bez znaczenia jest też wodoodporność, szczególnie w sytuacji, gdy telefon nosimy ze sobą chwilami w mocno abstrakcyjnych sytuacjach i miejscach, a czasami po prostu chcielibyśmy zajrzeć do internetu w deszczu, czy też zrobić podwodne zdjęcie na basenie (w przypadku Z5 ryzyko zalania jest jeszcze mniejsze, bowiem zabezpieczone przed zalaniem gniazdo microUSB nie musi już być zabezpieczane zaślepką). Xperia Z5 to urządzenie, które bez cienia wstydu może stanąć w szeregu z flagowcami konkurencji, w wielu kwestiach nawet je wyprzedzając. Z5 to wyraźny skok jakościowy po edycji Z3. Po kilku tygodniach testów zastanawiam się, co jeszcze musi się, by „zetki” zaczęły się sprzedawać? Może prezes Sony musi wziąć udział w Tańcu z Gwiazdami?

Z5_box