Setka Kapitan Drake – Szkoda, że do lata tak daleko

Na Warszawski Festiwal Piwa wybrałem się przede wszystkim na RISy (ale siakoś się nie udało i ostatecznie wypiłem tylko jeden…) i piwa w wersjach Barrel Aged (to było lepiej). O RISach jednak na ChcęTo było ostatnio sporo, stąd zdecydowałem się napisać o piwie, które mnie zaskoczyło chyba najbardziej podczas festiwalu. O mutacji stylu, który na samą myśl wywołuje we mnie delikatny odruch wymiotny, tymczasem jednak coś mnie tknęło, żeby w tym przypadku nie poprzestawać na samplu. I bardzo dobrze!

A zaczęło się od tego, że sącząc przepysznego BA Turbo Geezera zauważyłem przechodzącego obok kolesia z festiwalowym shakerem w 2/3 zapełnionym czymś, co przypominało raczej wodę z domowego bagna Shreka (i to raczej tuż znad dna). Nie byłbym sobą, gdybym nie spytał co to jest (w końcu na shakerze jest tekst „Zapytaj mnie, co piję”!) i choć od razu odrzuciło mnie hasło „Gose” to zapach okazał się być całkiem przyjemny. Taki „mohitowy”, z wyraźnie zaznaczoną miętą. Dobra, raz kozie śmierć – podszedłem do stoiska Widawy, gdzie uwarzono, więc i rozlewano debiut poznańskich kontraktowców. Szczerze przyznam, że gdybym „pił oczami”, to nie tknąłbym tego – pod tym kątem patrząc lepszą nazwą, niż Kapitan Drake, byłby Shrek. Wyobraźcie sobie gęstą, zmuloną wodę z jeziora, z dodatkiem sinic, oglądaną pod ostre słońce. Dla mnie tak to wyglądało, ale kurde! Ten zapach! No to spojrzałem przed siebie i spróbowałem.

Dobre. Kurde, smakuje mi! Smakuje mi gose, słone piwo! Sól bez cienia wątpliwości czuć, ale absolutnie nie dominuje, zakładam, że dzięki obecności w magicznym kotle sporej bandy limonek. Kwaśność owoców kapitalnie komponuje się z solą, a gdy dołączymy do tego unoszącą się – że pozwolę sobię znów pojechać Shrekiem – „subtelną nutkę mięty” wszystko razem składa się w kapitalnie orzeźwiający napój. Mimo 5,2% alkoholu Kapitana pije się lekko i szybko jak Grodzisza, z kompletnie innymi doznaniami sensorycznymi. Zastanawiam się, czy możliwe jest uwarzenie go z nieco mniejszym „woltażem” bez straty dla „ciała” piwa. Kiedy przyjdzie lato (cholera, jeszcze tyle czasu), to chętnie raczyłbym się takim Kapitanem Light w upalne popołudnia. Z mojego punktu widzenia cholernie ryzykowny styl w wykonaniu Setki okazał się strzałem w dziesiątkę i mam nadzieję, że nie zabraknie go w lato, bo dla mnie będzie dużą (i nieco bardziej zdradliwą…) konkurencją dla Grodziskiego. Dla mnie to właśnie Drake był jednym z dwóch największych odkryć WFP. W pełni zasłużone gratulacje!

Zdjęcie na pierwszej stronie dzięki uprzejmości i za zgodą Docenta (polskieminibrowary.pl)

Kapitan_Drake_box