Piłeś – na litość, nie jedź. Nawet nie próbuj!

niepijW całym moim wyśmiewaniu koncernów piwowarskich, szczycących się tym, jakie to cudowne, pyszne i – buahahaha – chmielowe piwa robią, przyszło mi dziś do głowy, podczas dyskusji na Twitterze z prowadzącymi profil Kompanii Piwowarskiej, że w jednym browary kraftowe nigdy ich nie przegonią i przynajmniej jedno na pewno koncerny (przynajmniej te odpowiedzialne) robią dobrze – promują jazdę samochodem na trzeźwo!

W tym kraju, gdzie co roku, mimo wzmożonych w kryzysowych dniach patroli policji, edukacji, bezlitosnego (i bardzo dobrze!) zamykania bandytów zza kółka do pierdla, wciąż na wysokim poziomie utrzymują się statystyki tych, którzy sobie pomyśleli: „A ssssooo tam, ja nie dam rady? JAAAA????”. I jakże często owo „danie rady” kończy się tragedią. Pół biedy, gdy idiota zabije tylko siebie – gorzej, gdy jego ofiarą padną bogu ducha winni ludzie.

Do czegoś się Wam przyznam. Raz w życiu prowadziłem auto po alkoholu, z czego zdałem sobie sprawę dopiero, gdy po ponad stukilometrowej podróży dotarłem bezpiecznie (! – widać debile czasami bywają pod kontrolą sił nadprzyrodzonych) do pracy, mając za sobą wieczorną pijacką dwudniówkę, gdy po porannej pobudce miałem jeszcze lekką rączką 1 promil, a pewnie i więcej. Nie miałem żadnych durnych pomysłów, jechałem grzecznie, spokojnie i powoli, ale to nie ma znaczenia – alkohol powoduje „dziury w refleksie” i miałem kupę szczęścia, że los nie kazał mi tamtego dnia sprawdzać, jak wygląda sprawa z moim…

Dlatego chwała koncernom, że część – niekiedy sporą – swojego marketingowego budżetu przeznaczają na cholernie ważne w przypadku alkoholowej branży akcje CSRowe. Tak mi właśnie wpadło do głowy, że fajnym pomysłem byłoby kontrolnie ustawić którejś wiosennej zapewne nocy przed jakąś popularną knajpą wolontariuszy, którzy widząc, że gość „pod wpływem” usiłuje wsiąść do auta, wręczaliby mu voucher na taksówkę, wzywaliby ją, i dokładaliby karteczkę z informacją o tym, co usiłował zrobić, żeby przeczytał ją na trzeźwo. To mogłoby dać niezły efekt…

Każda akcja po raz kolejny wbijająca w nasze durne łby, że zbiory „alkohol” i „prowadzenie auta” nie mają części wspólnej jest w naszym kraju wciąż cholernie potrzebna i warta każdych pieniędzy. Gdybym tego dnia chyba już z 15 lat temu miał nieco mniej szczęścia, to być może nie byłbym teraz głową rodziny tylko sponiewieranym psychicznie gościem, wychodzącym właśnie z pierdla z niemożliwym do usunięcia ciężarem czyjegoś życia na sumieniu.

Nie prowadźcie, gdy wypiliście. Piwo jest na to zbyt pyszne, a ludzkie życie zbyt kruche. Nie warto.