Honor 7 – To nie jest niższa półka

Lubię takie telefony. Choć rynek jest wręcz przesycony flagowymi smartfonami, to trzeba mieć od cholery kasy – najlepiej wydać na raz średnią krajową – żeby z bananem na paszczy konfigurować sobie wymarzonego flagowca. Tym ciekawiej widzieć na rynku urządzenie o jakości i wydajności topowego, ale cenie „średniopółkowca”. Zastanawiam się tylko, dlaczego producent, Huawei, otwarcie się do niego nie przyznaje – ani na obudowie, ani w menu nie uświadczymy charakterystycznego logo z pawiem, a fakt „wspólnych genów” z czołowym producentem smartfonów na świecie uświadczymy przede wszystkim patrząc na charakterystyczną graficzną nakładkę.

Bo to kurczę nie jest telefon ze średniej półki! Aluminium, idealnie spasowana obudowa, działający najlepiej ze wszystkich czytnik odcisków palców (skuteczność 98-99%, szereg dodatkowych funkcji – wyciszanie alarmu, robienie selfie), niezły wyświetlacz Full HD, dwudziestomegapikselowy aparat pokryty szafirowym szkłem, flesz (dwutonowy) z tyłu i z przodu (a do tego aparat 8 Mpix), ponad 40 tysięcy punktów w Antutu. Wyobraźcie sobie, że nie wiecie o jakim telefonie piszę – powiedzielibyście, że to średnia półka? W życiu, to specyfikacja flagowca. A dodajmy do tego jeszcze aktywny dual SIM (niestety hybrydowy – włożymy albo kartę SD albo drugiego nano SIMa).

Lubię Huaweiową nakładkę (pod warunkiem, że na tę obrzydliwą, cukierkową kolorystykę nałożę inny launcher). Chińczycy wygrywają bowiem preinstalowanym Menedżerem, który pozwala na przydzielenie każdej aplikacji priorytetu zasilania (czy może się wyłączać dla oszczędności baterii), zezwolenie na transmisję danych (mobilna, WiFi, obie, żadna). A jeśli coś wciąga baterię za bardzo, od razu dostaniemy odpowiednią informację, z możliwością zamknięcia sprawcy jednym kliknięciem.    dbającym o to, by urządzenie się nam nie przepracowało i nie zużywało zbyt wiele transferu, czy prądu. W pierwszym przypadku możemy przydzielić każdej aplikacji uprawnienia do korzystania z WiFi i transmisji mobilnej, w drugim zaś – jeśli system zauważy, że jakaś aplikacja za bardzo wysysa baterię, poinformuje nas o tym i da możliwość jej natychmiastowego zamknięcia. Tak więc to, że bateria może bez problemu starczyć na półtora dnia, nie jest dla mnie zaskoczeniem.

A na co dzień jest po prostu szybko (chwała im za 3 GB RAMu), choć mojemu egzemplarzowi zdarzały się czasami chwilowe przycięcia, i – na 5,2-calowym ekranie IPS – ładnie. Nie zajebiście, nie rzucająco na kolana – po prostu ładnie. W ślepym teście bazując na samym działaniu i wydajności, ustawiłbym Honora 7 pewnie w połowie flagowców. Co biorąc pod uwagę, że tylko jeden z konkurencyjnych aparatów ma wersję dual SIM, a żaden nie zbliży się ceną do Honora, jest znakiem tego, że warto się nim zainteresować. Nawet za cenę tego, że ma obrzydliwy UX, czasem się przytnie i może jest nieco zbyt ciężki i ciut zbyt gruby. W sumie to ostatnie zdanie – poza UX – można powiedzieć i o mnie, a ja i tak jakoś daję radę 🙂

honor7