Duchesse de Bourgogne – A mówili, że smaczne…

Do spróbowania „ikony stylu Flanders Red Ale” skusił mnie Łukasz Matusik z Piwolucji, ale – żeby było jasne – nie mam do niego o to pretensji 🙂 Jestem dużym chłopcem, wiem co robię, nikt mnie do niczego nie zmuszał, a poza tym warto, by prawdziwy beer geek spróbował piw z każdego stylu. Nawet jeśli wywołają tak… wyjątkowe wrażenia, jak Księżniczka Burgundii (to chyba tak się powinno tłumaczyć).

Zapachów winnych się akurat spodziewałem, o occie przeczytałem u Łukasza, ale żeby AŻ TAK? Ostatni raz wąchałem otwartą butelkę octu dziecięciem będąc i od razu sobie to przypomniałem. Na początku przytłumiły go aromaty winne, ale szybko wyrwał się na wolność. No ale, że piwo spożywamy wieloma zmysłami, przestałem wąchać i wziąłem pierwszego łyka. Jest winność i fajna, kojarząca się z wysokim BLG nienachalna lepkość. Niestety – nos jest blisko ust, więc wrażenia się mieszają i na pierwszy plan wysuwa się…  butapren. Mocny, chemiczny, agresywny. Powiedziałbym, że przykrywa wszystko pozostałe, gdyby nie to, że robi to do spółki z mocną, zalegającą, cytrynową kwaśnością. Na szczęście butelka miała tylko 0,25 litra, bo nie lubię wylewać piwa. Księżniczkę dokończyłem chyba jedynie siłą woli.

Mawiają, że sour is the new hoppy. Że kwasy są takie wyjątkowe i pyszne. Ja wiem, że Flandres Red Ale już nie tknę. To nie jest piwo z wadami, czy źle uwarzone. Ono po prostu dla mnie jest ekstremalnie niesmaczne. Wiem, że są tacy, którym DdB smakuje, ale gdybym je komuś polecił, nie miałbym czystego sumienia.

 

duchesse