Pora na detoks?

cisza

Zastanawialiście się kiedyś, jak to było żyć BEZ tych wszystkich nowoczesnych technologii? Ja, choć z jednej strony czerpię radość z bycia testerem i dopływu świeżych gadżetów, czasami odczuwam potężny przesyt, mam po prostu dość. Kurde, przecież u mnie w domu nawet odkurzacz jest smart! Zdarzają się sytuacje, gdy łapię się na tym, że chciałbym wrócić do czasów analogowych – może z jednym wyjątkiem, bo nie wyobrażam sobie życia bez mojego Kindle’a Paperwhite, choćby ze względów logistycznych (nie widzę jakoś noszenia w plecaku 100 książek i wybrania tej na którą akurat mam ochotę; nawet 3 to zbyt dużo). Raz na jakiś czas poważnie zastanawiam się nad cyfrowym (z jednym wyjątkiem) detoksem. Próbowałem tak nawet przez ostatnie dwa lata na urlopie, ale nie wytrzymałem bez patrzenia się przynajmniej raz na parę godzin w smartfon. To chyba jednak uzależnienie – gdy chyba 3 lata temu, przed urlopem, rzucałem Facebooka, miałem autentyczne objawy odstawieniowe (zdaje się, że wspominałem o tym na blogu)! Zastanawiam się, kiedy FOMO (Fear Of Missing Out, strach przed przegapieniem… hmmm, właśnie, czego?) trafi do międzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10, bo patrząc na siebie i na ludzi wokół widzę, że niektórymi powinien się zając psychiatra, a przynajmniej psycholog.
Może spróbuję się znowu zdetoksować? Może w święta? W końcu to tylko (czy jednak aż?) cztery dni. Będę tylko musiał napisać na zapas teksty na czwartek i sobotę.
A Wy co o tym sądzicie? Ktoś do mnie dołączy? Razem byłoby nam raźniej 🙂 Co w ogóle sądzicie o sensowności takich cyfrowych detoksów? A może po prostu powinniśmy to wszystko olać i brać to, co daje nam świat? Nie czujecie się czasami przeciążeni nadmiarem informacji? Nie macie ochoty zamknąć się w ciemnym pokoju sam na sam z książką?
Dobra, za dużo pytań, muszę dać Wam szansę na odpowiedzi. Spokojnego weekendu!

Photo „Enjoy the silence” by Thomas Leuthard (CC 2.0)