LG Rolly – Różdżka w plecaku

Macie czasami takie uczucie, że z jednej strony jakiś gadżet by się Wam przydał, a z drugiej – zastanawialiście się „na cholerę mi to”? Jak tak mam z klawiaturą LG Rolly, która wpadła mi w ręce na szybkie, tygodniowe testy, i na której – jakże by inaczej – piszę właśnie tę recenzję.

Tylko dwie z kilkunastu osób, którym pokazywałem Rolly, odgadły z czym mają do czynienia. Pozostali patrząc na zwiniętą w gustowną „różdżkę” klawiaturę, myśleli, że to wskaźnik, powerbank, przycisk do papieru, czy latarka. Rolly w formie przenośnej to gadżet idealny – malutki, zgrabny, lekki, niewyczuwalny nawet w damskiej torebce. Po rozwinięciu zresztą niewiele większy, w objętości ok. 2/3 10-calowego tabletu.

Oczywiście Rolly to urządzenie mobilne, po zwijanej klawiaturze nie spodziewałem się więc cudów w kwestii ergonomii. Nie jest jednak tak źle, a kompromisy, związane z tym, że korzystamy z urządzenia niewiele grubszego od naleśnika, nie są aż tak wielkie. Trzeba się doń chwilę przyzwyczajać, skok klawiatury jest wyraźny, a wielkość przycisków tylko niewiele mniejsza od standardowej klawiatury. Ja po prostu pisałem nieco wolniej, skupiając się przede wszystkim przy wpisywaniu polskich znaków diakrytycznych, a także cyfr i znaków specjalnych. Nasze „ogonki” wybieramy tradycyjnie z prawym ALT, pozostałe zaś – używając FN+ewentualnie Shift. Niewygodnie? No bez przesady! W pisaniu nie przeszkodzi nam urządzenie, z którym się łączymy, bowiem w odchylane z nieco grubszego przodu „nóżki” możemy włożyć nawet pięciocalowy telefon, a odchylenie – na oko – 60 stopni jest idealne do pracy. W środku grubej części mamy za to miejsce na jedną baterię AAA, wystarczająca nawet na trzy miesiące pracy. Na dowolnym urządzeniu, bowiem do korzystania z Rolly niezbędne jest jedynie połączenie Bluetooth. Poza klawiaturą nie mamy żadnych innych przycisków. Po prostu – po zawinięciu automatycznie się wyłącza, zaś po rozwinięciu od razu wchodzi w tryb parowania. Tylko nie szykujcie się, że zrobi Wam ona z tabletu komputer – ekranu wciąż trzeba będzie dotykać, ale pisanie będzie znacznie szybsze.

I choć do Rolly przyzwyczaiłem się już drugiego dnia, nie rzucę się na klawiaturę od LG. Z jednego powodu – mimo wszystko jest zbyt droga. Co nie zmienia faktu, że nosząc ją w plecaku, czuję się spokojniej, bo wiem, że gdy będę musiał coś napisać na bloga, w social mediach, czy wysłać dłuższego maila, będę mógł to zrobić szybciej. Czy jestem mi niezbędna? Nie. Czy przydałaby się? Jak najbardziej tak.

rolly_basic