Motorola Moto X Play – W „golasie” siła!

– Masz nowe Motki?
– A jaką chcesz?
– No X Style oczywiście!
– A tobie nie za dobrze z tymi flagowcami? Masz X Play…

Po takiej rozmowie sprzed dwóch tygodni nie miałem wyjścia – trzeba było obejść się smakiem i wziąć na jakiś czas Motorolę ze średniej półki. Czy żałuję? Najlepsze w tym wszystkim jest to, że… absolutnie nie!

Używając przez kilkanaście dni X Playa jako mojego głównego telefonu nie czułem, że korzystam z telefonu ze średniej półki. Czy w ogóle tak naprawdę jest smartfonowa średnia półka. Skoro testowana Motorola wydajnością (zarówno faktyczną, jak i tą potwierdzoną wynikami z benchmarków) trzyma się bardzo blisko ubiegłorocznej Xperii Z3 Compact? Nieco słabsze „bebechy” w telefonie chińskiego (już dawno nie amerykańskiego) producenta jest praktycznie goły system Android, bez żadnych niepotrzebnych aplikacji i funkcji.

W sumie to nawet bez… potrzebnych, bowiem np. widżet pogody musiałem zainstalować (dzięki czemu nie musiałem utrzymywać na telefonie dwóch – preinstalowanego i ulubionego), ale niestety bez strzałek informujących o trwającej transmisji danych, czy też procentowego wskaźnika naładowania baterii trzeba już się obejść. Producent dodał od siebie jedynie kilka przydatnych rzeczy. Np. funkcję aktywnego Wyświetlacza Moto (telefon rozświetli się, gdy go podniesiemy, a wtedy wystarczy wcisnąć widoczną czarno-białą ikonkę aplikacji, która wygenerowała powiadomienie, by przeczytać jego pełną treść bez odblokowywania ekranu), czy aplikację Asysta, która może wyciszyć nasz telefon w domu, w pracy, czy w trakcie wpisanego w kalendarzu spotkania. Szkoda tylko, że już tradycyjnie w naszym kraju nie działa asystent głosowy.

Mieszane uczucia są też w przypadku aparatu fotograficznego. Zdjęcia robi bardzo ładne, ale można dostać cholery, gdy chcemy wyostrzyć obraz, a tymczasem przy dotknięciu ekranu natychmiast robi się zdjęcie. Ręczne ustawienie ostrości wymaga natomiast wejścia w kompletnie nieintuicyjną aplikację aparatu. Patrząc na zdjęcia boję się tylko jak ekran (oczywiście Gorilla Glass 3) wytrzymałby dłuższe testy z kimś mniej ostrożnym niż ja, bowiem wbrew panującym tendencjom, jest wypukły i mam obawę, że rysy mogą do niego lgnąć jak muchy do gó… tzn. pszczoły do miodu.

Nie ma jednak co narzekać. Średniopółkowa Motka to bardzo zgrabny, poręczny mimo 5,5-calowego ekranu (wąziutkie ramki zmniejszają rozmiar urządzenia) smartfon, dobrze leżący w dłoni, przyjazny w obsłudze i bez problemu radzący sobie praktycznie ze wszystkimi niezbędnymi aplikacjami, wytrzymujący nawet wysokie wymagania stawiane mu w trakcie pracy dla mnie. Odporny na zachlapania (nie kąpałbym go, ale myć można, #sprawdzoneinfo. Fajnym pomysłem było dodanie doń ładowarki z dwoma gniazdami USB jednak przy natężeniu prądu 1,15A ładowanie nią dwóch urządzeń trwa naprawdę dłuuuuuuuuuuugo (przy tablecie to trochę jak tankowanie wyścigówki Formuły 1 przez słomkę). Z drugiej strony bateria nie wymaga zbytniej uwagi – podczas testów nigdy nie zdarzyło mi się, by przed snem (moim, nie jej) poinformowała mnie, że już ma dość, bo zostało jej tylko 15%). Zdecydowanie wart uwagi. Nie lekceważę go 😉

MotorolaXPlay