Przecież i tak słuchają…

podsluchujaUbiegłotygodniowe zamachy w Paryżu spowodowały, że po raz kolejny – może nie do końca bezpośrednio, ale w podtekście – powrócił nieco inny aspekt użytkowej strony nie tylko gadżetów, ale w ogóle nowoczesnych technologii. Ile ze swojej prywatności jesteśmy w stanie oddać, by zmniejszyć ryzyko, że kolejne strzały nie rozlegną się w centrum Warszawy a bomby nie wybuchną na Światowych Dniach Młodzieży?

Przesadzam? Może trochę tak, ale to akurat jest ta kwestia w której wolę przeszacować, niż niedoszacować. Rozmawiałem przez ostatni tydzień z wieloma osobami, zarówno online, jak i offline, i jak można się spodziewać sporo osób uważało, że odpuszczenie na prywatności nic nie da. Ja mam mieszane uczucia, ale z drugiej strony nieco trąci to dla mnie obsesją i manią prześladowczą. Moje sumienie jest czyste (znam takich, którzy z rechotem stwierdziliby „bo nieużywane”) i jestem w stanie się zgodzić na utratę części prywatności, jeśli ma to pomóc zapobieżeniu zamachowi, w którym mógłby (odpukać) zginąć ktoś z moich bliskich. Hell – KTOKOLWIEK gdyby miał zginąć! A, że czasami ktoś zobaczy jakieś moje prywatne treści – niech się wstydzi ten, kto widzi!

Wieland Alge, wiceprezes produkującej rozwiązania bezpieczeństwa IT firmy Barracuda Networks, z którym ostatnio rozmawiałem, uważa, że w tej kwestii nigdy nie możemy mieć pewności co z przechwyconymi w ten sposób danymi zrobią służby specjalne mojego kraju. Zgoda, tym niemniej:

  • mam czyste sumienie (ale o tym chyba już było)
  • w znacznej większości mówimy o przetwarzaniu Big Data – petabajtów danych z których specjalistyczne systemy wyłapują, czy przypadkiem gdzieś nie przewijały się konkretne słowa kluczowe i generalnie nie jest istotne o czym i z kim rozmawiamy do momentu, gdy nie mówimy/piszemy o bombach, terrorze i hardkorowej wierze
  • przecież i tak nas podsłuchują (dostawcy usług na pewno, służby specjalnie pewnie też), czy tego chcemy, czy nie (kto nie ma konta na Gmailu ani nie korzysta z żadnej publicznego serwisu w chmurze?)
  • że niby dane będą zbierać? – nawet nie zdajecie sobie sprawy ile z nich już zebrali, a te reklamy, które dostajecie online

Pytanie więc nie powinno raczej brzmieć, czy służby będą zbierać o nas coś nowego, a bardziej chodzi o obawy jak mogą tego użyć? Z jednej strony bowiem można powiedzieć, że jeśli ktoś chce się ukryć w sieci to i tak się ukryje, z drugiej zaś – zbyt wiele razy zdarzało mi się czytać o błędach przestępców, które doprowadziły ostatecznie do ich wykrycia. W sumie „służby” się tym nie chwalą, ale kto wie, ilu zamachom zapobieżono właśnie dzięki temu, że ktoś przed komputerem dodał dwa do dwóch? Może dlatego, że i moje maile były w zakresie analizowanych? Jeśli ocaliło to czyjeś życie to nie boli mnie to. Po prostu wystarczy być świadomym tego co, kiedy i komu udostępniamy. Ale o tym to wiemy i bez terroryzmu.