Browar Domowy Koza(k) RIS – W domu też się da!

Dziś będę dla Was nieludzki. A to dlatego, że opisuję świetne piwo, którego nikt z Was nigdy nie wypije. Ale wbrew pozorom to nie sadyzm, a mam w tym bardzo konkretny cel.

Nie wypijecie dlatego, że Browar Domowy Koza(k) jest już historią. Na sto procent, choćby dlatego, że jego sprzęt do warzenia trafił do Browaru Domowego 3M – obecnie stoi u jego głównego piwowara. Czyli u mnie 🙂

Ale do ad remu. Z rzeczonym Koza(k)iem, czyli moim kumplem z roboty, zgraliśmy się któregoś dnia na kawie, gdy okazało się, że w kwestii kraftu zdecydowanie znajdujemy wspólny język. Najpierw uraczył mnie kapitalną aromatyczną APA, potem – cholera, nie pamiętam czym – następnie Grodziszem, aż wreszcie RISem, któremu ku czci Browaru Koza(k) poświęcam dzisiejszy wpis.

Mawiają, że Russian Imperial Stout to najtrudniejszy styl do warzenia i przyglądając się filmom na Youtubie jestem w stanie to zrozumieć. Kilogramy słody wrzucane do gara, prawie 1/4 cukru w brzeczce, ostateczny wywar kapiący z butelki do szkła niczym olej samochodowy… Mógłbym powiedzieć: „Nie rób tego w domu!”, ale bohater dzisiejszego wpisu (którego miałem okazję wypić dwukrotnie) dowodzi, że jest zupełnie odwrotnie.

Śliwki, likier, alkohol – pół roku temu wyraźny, teraz zdecydowanie subtelniejszy. No i oczywiście świeżo mielona kawa. Te śliwki to mocne zaskoczenie, z takimi nutami nie spotkałem się do tej pory w RISie. Paradoksalnie ten wcześniejszy wydawał się być bardziej pełny – w półrocznym miałem wrażenie, że brakowało mu nieco ciała, ale nie ujęło mu to pełni smaków. Russian Imperial Stout to dla mnie król piw, nie tylko ciemnych. On ma być bardzo wielowymiarowy i takie właśnie było opisywane przeze mnie piwo. Dominowała kawa, aksamitność czekolady plus owocowa likierowość – wyraźna śliwka, może też nieco wiśni, ale śliwka znacznie wyraźniejsza. Jeśli do czegoś można by się przyczepić to do szybko opadającej, nieco „coca-colowej” piany. No ale – come on! – to jest wywar DOMOWY!

I właśnie dlatego w ogóle zdecydowałem się go opisać. Czy pijałem lepsze RISy? Zdecydowanie tak. Czy pijałem gorsze? Też zdecydowanie tak. Autor tego pysznego wywaru chyba przede wszystkim tym RISem ostatecznie przekonał mnie, że warto spróbować uwarzyć coś samemu. Że – choć nie wątpię, że warzenie piwa jest wyzwaniem – nie potrzeba sprzętu z wybiciem liczonym w hektolitrach, wykształconych technologów i profesjonalnej linii do butelkowania. Browar Domowy 3M na bank spieprzy pierwszą warkę, może i drugą, ale napalam się na warzenie jak szczerbaty na suchary. I to wbrew pozorom nie kwestia ekonomii, po prostu lubię czuć się samowystarczalny i lubię tworzyć. Kiedyś piekłem chleb, teraz mogę uwarzyć piwo. Ślinię się na samą myśl 🙂 Dzięki Artur. I za sprzęt i za inspirację. I za RISa 🙂

Koza(k)RIS

  • Artur

    Polecam Piwko. Na prawdę jest Dobre 🙂