Przyjemne z pożytecznym, czyli warzmy wreszcie!

warzenie_domoweBrowar 3M gotów do warzenia, pozostaje dogranie terminów wszystkich M, stąd pierwsza warka uwarzy się tydzień później, niż planowano. Co oznacza, że na Wigilię nie będzie, ale pierwsze butelki naszej CIPA (CItra Pale Ale 😉 ) może przy dobrych układach otworzymy w sylwestra. Napalam się jak szczerbaty na suchary, o czym pisałem już na fanpage i ostatnio zacząłem się zastanawiać… czemu w zasadzie się tak się na to napalam?

Moja Kochana Żona twierdzi oczywiście, że to dlatego, że jestem alkoholikiem i muszę mieć jak najwięcej pod ręką 🙂 Ja faktycznie ostatnio się złapałem na tym, że w mojej szafce na piwa kończy się miejsce, ale to bardziej obsesja kupowania kolejnych nowych piw, niż ich spożywania. Tygodniowo wprowadzam 3, czasami 4 butelki i po prostu lubię mieć wybór. Tu IPA zwykła, tam imperialna, tu Wit, tam RIS, tu porterek – nie lubię sytuacji, gdy mam na jakieś piwo ochotę, a w szafce go nie ma. Wszystkie te piwo łączy jedno – nigdy żadnego z nich nie piję dwa razy, więc, nawet jeśli uwarzymy małą, 10-litrową warkę, wiadomo już, że cel stworzenia własnego piwa jest nieco inny.

Po co więc? Po części traktuję to jako wyzwanie, chęć sprawdzenia się, ale też jako element samowystarczalności. Swego czasu piekłem chleb, chyba z półtora roku regularnie (bo w innym przypadku zdechłby zakwas) i fajnie było mieć poczucie, że mam pełną kontrolę nad tym, co jem – począwszy od mąki, zamawianej bezpośrednio z młyna, poprzez proces produkcyjny. No i pełna radocha – jem to, co sam zrobiłem. Tymczasem tworzenie piwa to znacznie większe wyzwanie – wymyślenie receptury (aczkolwiek zaczynam od sprawdzonej, z zestawu od Browamatora), nie spieprzenie procesu zacierania (z ekstraktów to lamerstwo), wygotowanie wszystkich paskudztw, nachmielenie (po swojemu 🙂 ), aż wreszcie odpowiednie dopilnowanie fermentacji, a po drodze i uniknięcie zakażenia. Lubię się w życiu sprawdzać, podnosi to moją samoocenę, a jeśli jeszcze jestem w stanie połączyć pożyteczne z przyjemnym, to tym lepiej. No i taniej – same surowce, nie licząc naszej pracy (toż to sam fun będzie, a nie praca!) to koszt 2 złotych za butelkę lekkiego (11 BLG) Pale Ale’a. W tej cenie to tylko „piwa” z dyskontu, więc nawet jeśli nasze koncertowo spieprzymy, to i tak będzie lepsze 🙂

Fot. George Hotelling / Flickr (CC 2.0 licence)