Quick Charge 2.0 – Większa bateria? Dziękuję, nie trzeba.

Tykające niczym sekundnik procenty baterii w smartfonie, czy tablecie i Wy, rozglądający się desperacko za jakimś kontaktem, albo patrzący na zegarek, kiedy dotrzecie do domu, by podładować swój elektroniczny mózg? W tym określeniu jest może trochę – zamierzonej – ironii, tym niemniej, o czym zdaje się już nie raz pisałem na ChcęTo, nasze mniej lub bardziej kieszonkowe urządzenia pomagają nam w wielu aspektach życia i coraz bardziej jesteśmy uzależnieni. Pytanie tylko, czy od nich, czy od… prądu, który napełnia napędzające jak ogniwa?

Z zakupem ładowarki obsługującej QuickCharge 2.0 nosiłem się już od kilku miesięcy, tylko:

  • wciąż nie byłem pewien, czy to nie bullshit
  • jakoś nie było mi po drodze do sklepów
  • jeszcze niedawno były drogie
  • obawiałem się, że drenują baterię

O co w tym w ogóle chodzi i po co piszę – w końcu to tylko ładowarka 🙂 Nie zmienia to jednak faktu, że w tym małym plastikowym prostokącie musi siedzieć jakiś mądry komputer, który najpierw „dogada się” z chipem w telefonie, by następnie nie sfajczyć baterii, tylko użyć maksimum możliwości samego telefonu. A to dlatego, że standardowa ładowarka nie może przesadzić z napięciem i natężeniem, nie ma bowiem informacji z jakim urządzeniem ma do czynienia. Musi więc dostosować swoje maksymalne możliwości do potencjalnie najsłabszych urządzeń – to coś jak drużynowa jazda na czas w kolarstwie, gdzie nie jest tak naprawdę istotne kto jest najszybszy, ale kto przyjedzie ostatni…

Dlatego też ładowarka Quick Charge 2.0 nie naładuje szybko każdego urządzenia, a jedynie te, których oprogramowanie będzie w stanie się z nią „dogadać”. No i warunkiem jest, by ładowane urządzenie korzystało z procesora Snapdragon (czyli mówimy o znacznej większości mobilnych urządzeń, z wyłączeniem tych od Apple), szczegółową listę (ale wciąż rosnącą) zobaczycie na grafice pod materiałem. Efekt jest taki, że telefon bez ryzyka dla ogniwa może przyjąć wyraźnie większy prąd i w efekcie szybciej nakarmić baterię. Oczywiście tylko w przypadku ładowania z gniazdka, bowiem laptop, nawet z gniazda USB 3.0, nie wygeneruje tak mocnego prądu.

„O ile szybciej?” – pomyślałem, a że akurat szedłem obok sklepu, a ładowarki staniały, to pomyślałem – what the hell? 50 złotych to nie jest jakieś wielkie szaleństwo. Wieczorem w domu podłączyłem nią Motorolę X Style z 13% baterii, a gdy zajrzałem po półgodzinie, ogniwo było naładowane już w ponad połowie! Naładowanie całej baterii 3000 mAh zajęło niewiele ponad godzinę, jestem więc w stanie uwierzyć w reklamowane przez producenta 34% w 15 minut. Według badań w laboratoriach Qualcomma po półgodzinnym ładowaniu zwykłą ładowarką bateria 3300 mAh osiągnie 12%, zaś przy QuickCharge – aż 60%! Z moich „badań” wynika, że aż tak szybko nie jest, tym niemniej różnica jest wyraźna i faktycznie ułatwia życie, szczególnie jeśli wpadamy do domu/pracy, mamy pół godzinki na naładowanie telefonu i musimy znikać. To nie jest bullshit, to naprawdę działa.

quick_charge20