Nieświadoma nauka

felek_o_nauczycielachDziś będzie ten dzień, gdy piszę „o życiu”. Nie o piwie, nie o gadżetach, nawet nie o polityce. O dzieciach będzie. W końcu mam dwa, wiem co mówię. I o szkole będzie. Dobra, o polityce też trochę, ale nic ad personam. Przynajmniej u mnie na blogu ma tego zabraknąć.

Czy nasze dzieci są głupsze od innych? Nie tylko moje, czy Wasze, ale w ogóle nasze, polskie? Czy naprawdę najistotniejsze w sytuacji krajowej edukacji jest to, czy pójdą do szkoły w wieku sześciu, czy siedmiu lat? Szczerze mówiąc, ja wolałbym nie tylko wysyłać je wcześniej, może nawet w wieku pięciu lat, ale przede wszystkim rozpieprzyć cały system nauki i zbudować go od nowa, bo niezależnie od tego, kiedy zaczynamy naukę, jeśli nikt nas nie „nauczy jak się uczyć”, to i tak zostaniemy idiotami!

Przykłady? Można by je mnożyć przynajmniej dziesiątkami, wystarczy spojrzeć do internetu. Mam podać od razu? Zapytajcie gimnazjalistów albo nawet licealistów, o kilka ważniejszych dat z historii Polski, albo dajcie im do przeczytania dłuższy tekst i potem sprawdźcie, czy zrozumieli cokolwiek poza pierwszymi dwoma-trzema akapitami. Że już nie wspomnę o posłuchaniu jak gros z młodzieży rozmawia ze sobą albo przez telefon językiem, którego „za moich czasów” nie powstydziliby się kryminaliści. Że nie wspomnę o progu zdawalności matury ustawionym na żenująco niskim poziomie, z którym i tak wielu nie daje sobie rady!

Niestety, żyjemy w świecie twittów i memów, jeśli coś jest dłuższe bądź wymaga większej pracy umysłowej, wielu z nowego pokolenia zaczyna przerastać (i sięgają po smartfona albo tablet, tam jest łatwiej). Dlatego uwielbiam choćby wychowawczynię mojego Młodszego, która nie każe sześciolatkom siedzieć w ławkach, pokazując im obrazki liści, tylko bierze ich na spacer, gdzie obserwują i dotykają. Która nie mówi, jak czuje się autystyk, albo niewidomy, tylko zakłada im grube rękawiczki albo opaskę na oczy i proponuje, by sprawdziły, jak dają sobie radę.

Mając takiego nauczyciela możemy spokojnie puścić do szkoły nawet pięciolatka, wtedy nie ma mowy o „odbieraniu mu dzieciństwa”. Niestety mam porównanie, bo Starszy miał w klasie 1-3 taką klasyczną belferkę, taką z moich czasów, sadzających ich od pierwszej minuty w ławkach i dowalającą „kilogramami” prace domowe.

A wiecie co jest najsmutniejsze? Jestem przeciwnikiem gimnazjów, ale jeśli teraz zaczną je likwidować to trzeba będzie znaleźć bezpieczne schronienie dla tamtejszych nauczycieli. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że wtedy pracy będzie szukać nauczycielka Młodszego, a nie Starszego 🙁 A szkoła wciąż będzie się kojarzyła z siedzeniem w ławkach i wlepianiem oczu w „guru”, którzy uważają, że na szacunek zasługuje się wiekiem i doświadczeniem, a nie efektami swojej pracy i uśmiechami dzieci, chłonącymi wiedzę nawet bez świadomości, że się uczą.