Perun Kraina Welesa – Sesyjny RIS

Początkowo chciałem zacząć od jednego ze słynnych cytatów pewnego redemptorysty z Torunia, ale jednak nie. Nie, bo choć pierwszy (… – i tu zostawię wielokropek, more to come) od Peruna nie jest tym, co obiecuje, to wciąż pozostaje niezłym piwem i użycie zdania Tatki R. o szambie i perfumerii byłoby nie na miejscu.

Czym w ogóle jest Kraina Welesa? I tu zaczyna się pierwszy problem, bo o ile browar twierdzi, że Russian Imperial Stoutem, to w sieci (u Łukasza, u Kamila) rozpętał się lekki shitstorm, że może jednak niekoniecznie. Ja od razu, gdy zobaczyłem informację o RISie z BLG 19° wiedziałem, że muszę go spróbować, z pełną świadomością, że to będzie RIS-light, miniRIS, czy – takie przewrotnie brzmiące określenie padło w cytowanych materiałach – Sesyjny RIS. I zapewne dlatego, że nastawiałem się na ciekawostkę, a nie na cuda na kiju, nie czułem się zawiedziony.

Bo ja nie jestem piwowarem (może kiedyś tak się nazwę, na razie fermentuję pierwszą warkę) i nigdy nawet nie zajrzałem do wytycznych BJCP. Po prostu wypiłem już ok. 300 piw rzemieślniczych i wiem mniej więcej, czego spodziewać się po konkretnym stylu. W Krainie Welesa miałem… właśnie, co miałem? Chyba właśnie „Sesyjnego RISa”. Jak na RISa (bazując na tych, które piłem, nie na papierowych wytycznych), był zbyt jednowymiarowy w smaku, nie był pełny (ale z tym się liczyłem przy niskim ekstrakcie) i zbyt mocno wytrawny. Za to jak na Foreign Extra Stouta był – zupełnie odwrotnie – zbyt bogaty. No i niestety kosztował też więcej, niż FESy.

Ciekawostkę zaliczyłem – przynajmniej wiem, że jeśli piwo ma poniżej granicy przyzwoitości BLG, to jakby go nazwać, RISem nie będzie. Poza tym jest całkiem smakowite.

KrainaWelesa