Gloger Karty Na Stół – A jednak umieją!

Wychodzi sołtys na pole, widzi jak nad taflą wody unosi się czapka, a koło niej wystaje rurka. Podpływa łodzią do dziwnego obiektu, zatyka rurkę i z wody od razu wyłania się chłop:
– Co ty Kowalski wyprawiasz?- Oj sołtysie, powódź, czy nie powódź: orać trzeba!

Po co ten wstęp? No cóż, jest 00:41 24. grudnia, a ja zamiast zażywać snu przed Wigilią, piszę recenzję piwa, jak ten rolnik, co to bez względu na przeszkody, wiedział, że orać musi. No ale ja to lubię, przyzwyczaiłem się, a kto wie, czy ktoś z Was jeszcze tuż przed wieczerzą nie wyskoczy do sklepu. Na przykład po portera bałtyckiego.

Białostocki Browar Gloger raz mnie zawiódł. Lubię pić debiutanckie piwa nowych browarów, ale ich IPA była koszmarną pomyłką. Zero goryczki, zero owoców, wyłącznie przytłaczająca, muląca słodowość. Taka kompletnie nieudana podróbka barley wine. Do spróbowania portera przekonał mnie jednak Paweł z Piwomaniaka:

– Daj im szansę. Mają nowego piwowara. Dupy to ciągle nie urywa, ale podobno pić się daje.

No to wziąłem, tym bardziej, że na etykiecie widnieje charakterystyczny wąs Józefa Piłsudskiego, a z byle gównianym piwem by sobie Marszałkiem mordy nie wycierali. A sama twarz ponoć stąd, że założyciel browaru (pan Gloger, dla niepoznaki) ponoć z imć Marszałkiem miał zaszczyt się poznać.

Na wejściu cudoooowna piana. Dawno nie widziałem tak wysokiej i trwałej piany. Moje wrażenia sensoryczne są zapewne dalekie od idealnych, a to dlatego, że zamiast zasiąść jak na porządnego beer geeka przystało z tumblerem w fotelu zapijałem porterem z Glogera lepienie wigilijnych pierogów. Może dlatego zarówno zapach, jak i smak zdominowała mi śliwka. Taka w czekoladzie oczywiście, z subtelnym, nie pchającym się ordynarnie na afisz. Generalnie było wielowymiarowo i przyjemnie, ale – zabijcie mnie – nie rozdzielę tych wszystkich smaków na czynniki pierwsze. Nie zmienia to faktu, że cieszę się, że dałem jeszcze jedną szansę „temu Glogeru”. Fakt, że dupy nie urwał, ale udowodnił mi, że w Białymstoku potrafią uwarzyć piwo, które pije się bez beergasmu, ale z przyjemnością. Nie ma artyzmu, jest przyzwoite rzemiosło. Jeśli nie spodziewacie się cudów, nie będziecie żałować.

Spokojnych świąt i piwnych prezentów od Mikołaja! (w końcu ma brodę, więc jest jakaś szansa, że okaże się beer geekiem 🙂 ). Ja na taki liczę, jeśli będzie, to pochwalę się na Instagramie 🙂

gloger_kns