Blackberry Priv – Przeszczep na ostatnią chwilę

Zastanawialiście się kiedyś, ile razy chowano już Blackberry? W sensie, że do piachu chowano. Kanadyjska firma przez lata była synonimem bezpieczeństwa i solidności, ale wszystko zmieniło się w momencie wejścia na rynek Androida. Wtedy telefony z BB OS stały się na jakiś czas tworami endemicznymi, pozostając tylko w kieszeniach biznesmeńskich marynarek, by ostatecznie przejść do sytuacji, gdy nasycenie rynku telefonami Kanadyjczyków spadło na poziom błędu statystycznego. Kolejne uderzenia defibrylatorem (BB OS 10, BB Passport) pomagały tylko na chwilę, więc trzeba było wykonać przeszczep… systemu operacyjnego. Tak powstał Blackberry Priv.

„Blackberry – powered by Android” – wygląda to nieco abstrakcyjnie, a ten obrazek przy każdym restarcie telefonu oglądamy dość długo, bowiem zawartość dysku terminala musi najpierw zostać odszyfrowana. Tak, tak – Blackberry zmieniło system, ale nie zmieniło przyzwyczajeń i dobrych praktyk. Nie ma możliwości wyłączenia szyfrowania treści na telefonie i mogę temu tylko przyklasnąć, będąc świadomym ile ważnych danych nosimy na telefonach i jak bardzo źle czulibyśmy się, gdyby wpadły one w czyjekolwiek ręce. Tak więc Priv, to bez cienia wątpliwości skrót od „Privacy”…

…ale również „Privilege”. Biorąc do ręki tę słuchawkę od razu wiemy, że to flagowiec. Choć gumowane plecki tylko udają włókno węglowe, sprawiają, że mamy pewniejszy chwyt telefonu w dłoniach. Z przodu mamy śliczny ekran QHD 5,4” ze szkłem 2,5D – zagiętym i nieco zachodzącym na boki terminala. Kiedy natomiast usiłujemy odciągnąć od siebie oba opisane elementy, na aluminiowych szynach wysuwa się… pełna klawiatura QWERTY! Fakt ten, czyni telefon minimalnie grubszym, jednak to zupełnie nie przeszkadza w codziennym korzystaniu. Klawiatura jest świetna – przyciski są siłą rzeczy dość małe, lecz wyraźnie oddzielone od siebie, z odczuwalnym skokiem, a cała (!) przestrzeń klawiatury może służyć jako legendarny „blekberowski” gładzik. Tak, tak (wiem, powtarzam się) – chcąc przesunąć kursor, czy przewinąć stronę, mamy do dyspozycji CAŁĄ przestrzeń klawiatury. Wygodne. Z tyłu mamy wystający 🙁 obiektyw dobrego 18-megapikselowego aparatu Schneider Kreuznach, a głośnik… głośnik jest.

System to praktycznie czysty (musiałem doinstalować nawet widget prognozy pogody) Android 5.1.1, a w miejsce klasycznego niestety często bloatware’u mamy do dyspozycji kilka firmowych, przydatnych aplikacji:

  • Safeguard (pokazuje ogólny poziom zabezpieczeń telefonu, przez pryzmat integralności systemu operacyjnego, sposobów blokady ekranu i ochrony danych, itd.)
  • legendarny BB Messenger
  • BB Meetings
  • lokalny bezpieczny magazyn haseł
  • BlackBerry Hub (z możliwością wywołania środkowym przyciskiem menu)

Gdy oddawałem Priva najbardziej brakowało mi właśnie Hubu a także nowatorskiego podejścia do widżetów, którego do tej pory nie spotkałem, a jest dla mnie znacznie większą innowacją, niż przereklamowany 3D Touch. Jeśli pod ikoną aplikacji na pulpicie widzimy trzy kropki, oznacza to, że wystarczy przesunąć po niej palcem w górę, by pojawił się widget. W efekcie oszczędzamy miejsce na pulpicie, a wyskakujące okienko wygląda bardzo estetycznie. Nie powiem, że będzie mi brakowało szybkości działania, bo akurat w tym przypadku we wszystkich obecnych flagowcach jest podobnie, a fakt użycia przez Blackberry Snapdragona 808 wpłynął co najwyżej na mniejsze wahania temperatury urządzenia 😉

Najgorsze w tym wszystkim dla Kanadyjczyków, jest to, że rynek jest już zbyt nasycony, by nawet tak dobry telefon wziął go szturmem. Bardzo bym jednak chciał, żeby akurat ten model znalazł nowych sympatyków. Z przynajmniej dwóch powodów – tego, że Blackberry podjęło szaleńczy ruch, związany z porzuceniem własnego systemu, ale przede wszystkim dlatego, że to naprawdę świetny biznesowy terminal. Mimo, iż tak idiotycznie się nazywa.

BBPriv