LG V10 – Niezniszczalny fablet

Zacznę od narzekania, żeby potem móc już tylko chwalić. No bo niby od kilku lat już wiemy, że w przypadku smartfonów LG, seria G to urządzenia, jak to się ładnie mówi, „flagowe”. Ale skoro tak, to jak określić LG V10? Aluminiowa ramka, wielki, 5,7-calowy ekran QHD i… drugi, o wielkości 2,1″, z tyłu jeden aparat, z przodu 2(!), a do tego 4 GB RAMu? To jest jedyny problem, który mam z tym telefonem, chociaż z drugiej strony, bardziej mają go chyba marketingowcy koreańskiego producenta. No chyba, że seria V, bo zakładam, że V10 ją rozpoczyna, ma egzystować niejako „obok” serii G, flagowce fabletowe, obok flagowców bardziej standardowych.

Ale dobra, do rzeczy. Oczywiście jak zwykle w miarę krótko, bo jak już zapewne wiecie, u mnie lania wody nie ma i można przeczytać przy porannej kawce. Przede wszystkim telefon jest duży. Nawet po dwakroć duży, bo nie dość, że mamy do czynienia z ekranem 5,7″ ze sporymi jak na LG ramkami, to jeszcze – co rzadkość w dzisiejszych smartfonach – waży niemal 200 gramów! 20 deka to kawał telefonu, ale ma to swój cel. Otóż V10 spełnia wymagania ustalonego przez armię amerykańską standardu wytrzymałości urządzeń elektronicznych MIL-STD-810g. Co to znaczy? Że wytrzyma deszcz, grzanie, mrożenie, zmianę temperatury i upadki z wysokości – teoretycznie – do 1,2 metra. Dostałem zgodę na nieco ostrzejsze przetestowanie próbki i z rozkoszą upuszczałem ją z wysokości pasa i nieco wyżej, symulując wypadanie z kieszeni spodni, czy kurtki. Grzmociło o podłogę dość mocno, ale nie ma nawet ryski, co najwyżej wypinały się gumowane (nie ślizgają się w ręku) „plecki”, kryjące wymienialną (!) baterię 3000 mAh. Baterię, która nawet przy tak wielkim ekranie jakości QHD wystarcza bez problemu na jeden dzień, a to dzięki sprytnemu patentowi na… drugi ekran. To wąski pasek 160 x 1040 pikseli, w dużej części konfigurowalny, na którym bez uruchamiania głównego ekranu możemy zerknąć na pogodę, datę i godzinę, włączyć aparat, wyciszyć dzwonki, włączyć WiFi i zerknąć, kto napisał do nas maila lub SMSa. Po odblokowaniu ekranu ja używam górnego paska jako widżetu z ulubionymi kontaktami i planem dnia.

To pierwszy wyróżnik nowego smartfonu LG, drugim jest… podwójny obiektyw przedniego aparatu. Nie ma oczywiście mowy o fotografiach trójwymiarowych – po prostu dzięki drugiemu „oku” i programowemu łączeniu obrazu z obu z nich, możemy zrobić selfie obejmujące plan aż 120 stopni (Ellen de Generes lubiłaby to, ale jej telefon na to nie pozwalał 😉 ).

Co poza tym? Szybki sześciordzeniowy procesor, 4 GB RAMu (telefon nie do spowolnienia), główny aparat 16 MPix o świetle f=1,8 i z laserowym autofocusem (podobnie jak w LG G4), znakomity i szybko reagujący czytnik odcisków palców. Jestem sobie w stanie wyobrazić ludzi, którzy powiedzą, że ten smartfon jest zbyt wielki, czy zbyt ciężki. Pozostałych LG V10 zdecydowanie jest w stanie oczarować do tego stopnia, by sięgnęli do portfela. I niekoniecznie drugim ekranem, czy drugim obiektywem – prędzej jakością wykonania, ekranem, baterią i potwierdzoną certyfikatami wytrzymałością. Coś mi się wydaje, że inna z koreańskich firm ma poważną konkurencję dla swojego fabletu…

LGV10_ramka