Brewdog Punk IPA – Za mało buntownicza

Przez ostatnie dni (tygodnie nawet) jakoś nieprzerwanie ciągnęło mnie do piw mocnych, ekstraktywnych, słodkich. Zajrzałem ostatnio do Chmielarni Take&Go i patrząc na opustoszałe po świętach i Sylwestrze półki doszedłem do wniosku: „Chcę IPA!”. Czułem, że czegoś mi brakowało i wchodząc do sklepu już wiedziałem – chmielu! A skoro tak, to zajrzę na półkę z importami i szarpnę się na coś wyjątkowego. Np. kraftową legendę ze Szkocji.

Tak! To właśnie to! – pomyślałem. Zamykam oczy, ruszam nozdrzami i czuję się, jakbym wąchał miskę świeżo rozgniecionych tropikalnych owoców. Tak dosłownie sekundę wcześniej i wciąż unoszą się ledwo co uwolnione spod skórki zapachy. Bogate, głębokie, gęste i – tu zasiało się w mojej głowie ziarno niepokoju – nieco słodkie. No i niestety przy delektowaniu się kolejnymi łykami okazało się, że obawa była słuszna. Tzn. nie zrozumcie mnie źle, to nie jest piwo lepkie i mulące – w zasadzie sam jestem sobie winien, bo chciałem goryczkową, wykręcającą nieco ryj IPA, a nie spojrzałem, że to piwo, które ma zaledwie 35 IBU. To świetny wywar, nie zamierzam poniewierać legendy, cieszę się bardzo, że miałem okazję wreszcie się z nią zapoznać. Tylko kurde mnie wciąż IPA kojarzy się ze znacznie wyraźniejszą goryczką, ja nawet mojego Imperial Milk Stouta nachmieliłem na >60 IBU (inna sprawa, że przypadkiem 🙂 ). Dlatego właśnie zastanawiam się, czy chcę, ale to pewnie dlatego, że nasze kraftowe browary spaczyły moje oczekiwania względem tego stylu. Jeśli chcecie przebogatą smakowo Amerykę z wyczuwalną w późniejszym etapie krztyną Nowej Zelandii, to piwo jest świetne. Ale jeśli chcecie, czegoś, co wykręci wam ryja – odłóżcie Punk IPA w kąt szafki/półki/lodówki i wypijcie przy innej okazji, bo ten punk ma w sobie coś… no nie będę przeginał, że z Biebera, niech będzie, że ze Scorpionsów.

PunkIPA_ramka