Trzymaj się, Puchatku! :(

Smutno. Kurde, nie spodziewałem się, że człowiekowi tak może brakować świnki morskiej. Puchatek był pierwszą świnką którą miałem i przyznam szczerze, że o ile z jednej strony traktowałem go jako członka rodziny, no ale z drugiej… no cholera, toż to nie pies! To „tylko” świnka.

Do momentu, kiedy nagle nie zaczęło się z nim dziać źle… Zwierzę, które od szóstej rano potrafiło szarpać klatkę, żeby dać mu jeść, nawet nie drgnęło leżąc w domku, kiedy zajrzałem doń przed 8 i dosypałem karmy. Ups, coś jest nie tak. Wieczorem Pani Doktor w „Ogonku” opukała, ostukała, stwierdziła, że brzuch pusty i wzdęty, dała „karmę ratunkową”, rozpuszczaną w wodzie, do karmienia strzykawką. Coś tam prosiak jadł z tej strzykawy, ale widać było, że na siłę, no ale po 2-3 dniach nabrał nieco sił, zaczął gurglać, chodzić (choć nieco leniwie), wydawało się, że będzie lepiej. W sobotę nie chciał już nic jeść, odwracał łeb, a Ślubna zawołała mnie, że leży w domku i charczy. Wziąłem go na ręce, położyłem się, a jego sobie na klacie, przytulił się, zaczął mi piszczeć do ucha, żalić się jak mu źle, i kilku minutach już nie oddychał… Do dziś nawet pisząc o tym mam łzy w oczach. I niech sobie inni mówią, że zwierzęta „zdychają”. Kit wam w oko – domownik nie zdycha, domownik umiera.

Puchatku, nie byłeś „tylko” świnką. Byłeś członkiem naszej rodziny. Nieco gapowatym, tchórzliwym, łakomym, kudłatym pożeraczem ogórków. To ja powinienem był uważać, żebyś nie zeżarł igieł z choinki, a nie puszczać cię – nomen omen – samopas po domu. Gdyby nie moje gapiostwo, nie umarłbyś pewnie w połowie statystycznego życia morskiego świniaka. Trzymaj się, Puchatku – niech ci będzie dobrze tam, gdzie po śmierci idą świnki. A my będziemy o Tobie pamiętać.

puszi

PUCHATEK
żył 3 lata
zmarł 16.01.16