Neuroon Sleep Mask – Koniec cierpień przy pobudce

Będąc gadżeciarzem nie dało się przegapić już pierwszych informacji o masce Neuroon. Polski projekt, który zgarnął największe finansowanie z Kickstartera wywołał u mnie mega zainteresowanie, przede wszystkim ze względu na temat. Spać mniej? Nie czuć się zaspanym? Mieć więcej czasu na codzienną egzystencję? W to mi graj! Potem na chyba dwa lata zapomniałem, gdy nagle pojawiła się informacja, że Neuroon jest o krok od trafienia na rynek! Z tą różnicą, że będzie robił… zupełnie coś innego. No może niezupełnie, bo ciągle związane ze snem, więc i tak skorzystałem, gdy tylko nadarzyła się okazja, by „przytulić” maskę na testy.

Wygląd i materiały to akurat w przypadku takiego produktu jeden z kluczowych czynników sukcesu. Nieważne jakie cuda włoży się do środka, jeśli gadżet będzie niewygodny i nie będziemy w stanie zasnąć. Z tego, co czytałem, startup Intelliclinic, pomysłodawca i producent Neuroona, właśnie z tym miał największy problem, testując szereg różnych wersji „obudowy”. Jak wyszło? Bardzo dobrze. Jak już widzieliście półtora tygodnia temu, gdybym był smerfem – bez wątpienia zostałbym Śpiochem – więc akurat o wygodzie snu co nieco wiem. Ostatecznie zdecydowali się na dość twardy nieścieralny materiał z przodu i miękką gąbkę tam, gdzie wygniatamy twarzą – grubo pod oczami, dość cienko na bokach. Na górze mamy za to element z czujnikami (de facto faktyczną „maskę”), zatopionymi w miękkiej gumie. Jak się śpi? Bardzo wygodnie, nic się nie odkształca, a jeśli chcemy dopasować maskę do rozmiarów głowy – odczepiamy przód i przesuwamy w odpowiednie miejsce rzep. Funkcjonalne, nie rozpada się (przynajmniej po dwóch tygodniach daje radę 🙂 ). Miałem tylko jeden problem – czując coś na twarzy między głową i poduszką miałem problemy z wizualizacją obrazu, który zawsze pozwalał mi szybko zasnąć. Ale po jakimś czasie przestało to być problemem.

Problem mam za to z… opisem tego, co robi maska, bowiem większość rzeczy dzieje się, jak można się spodziewać, kiedy śpię 🙂 Nie opowiem Wam zatem o przyczynach – o tym można poczytać na stronie Neuroona – ale o skutkach. A te są takie, że po kilku pierwszych dniach budzę się co rano w znacznie lepszym stanie, niż do tej pory. Nie powiem, że jestem radosny jak szczypiorek na wiosnę, aż tak dobrze nie ma – tym niemniej sytuacja, gdy wstaję rano zanim zadzwoni budzik (czy raczej zanim Neuroon zacznie delikatnie wibrować na moim czole) i nie czuję się, jakbym dostał młotem w ryj do tej pory była u mnie niespotykana. To – zapewne – dzięki „sztucznemu świtowi”, który zanim przyjdzie pora budzenia generuje coraz jaśniejsze światło prosto w moje zamknięte oczy. Biorąc pod uwagę, że wcześniej, gdy idę spać, również dzięki światłu, Neuroon dostosowuje mój biorytm tak, żeby nie musieć wyrywać mnie z głębokiego snu i bezlitośnie poniewierać mojego organizmu, efekt jest bardzo pozytywny. Problem miałem tylko kładąc się spać po ponadstandardowej dawce alkoholu – wtedy nie dawał rady. W pozostałych przypadkach, nawet po 6 godzinach snu, zdarzało się, że bywałem zaspany, ale nie cierpiałem wstając!

Poza tym wtedy w razie czego mogłem w spokojniejszej chwili w pracy wykorzystać opcję Light Boost. Bazuje ona na doświadczeniach Skandynawów, którzy permanentnie mają ciemno jak w du… bardzo ciemno (wiem, byłem kiedyś) i terapia światłem ma im pomagać nabrać powera. Szczerze? Też nie wierzyłem, co ma mi dać fakt, że w zamknięte oczy świeci mi światło? Kurde, no… daje. Nie wiem co i jak, ale za każdym razem, gdy używałem Light Boosta, po 20 minutach drzemki czułem się znacznie lepiej. Jaki miała na to wpływ drzemka, a jaki światło? Szczerze to wisi mi to. Ważne, że działa.

Szczegółowa analiza snu to fajna sprawa, ale przy wszystkich pozostałych sprawach mimo wszystko wtórna. Tzn. fajnie zobaczyć sobie jak spałem – tym bardziej, że wynik jest nieporównywalnie bardziej miarodajny, niż w przypadku inteligentnych opasek. Mnie zaszokowała informacja, że system notuje mi średnio ponad 30 wybudzeń ze snu, ale może to być efektem terapii światłem, czyli właśnie tego działania Neuroona, które powoduje, że co rano budzę się w znacznie lepszym nastroju. Wybudzenia sygnalizują paski o szerokości jednego piksela, co oznacza, że nie trwały dłużej, niż minutę, a poza tym i tak ich nie pamiętam, więc nie stanowi to problemu.

Początkowo Neuroon miał być urządzeniem do snu polifazowego. Nie jest, ale możliwe, że będzie, bowiem autorzy dzielą się API i wręcz zachęcają do tworzenia mobilnych aplikacji, wykorzystujących możliwości opaski. Podobnie choćby w przypadku zapowiadanej aplikacji do wywoływania świadomych snów, nad czym pracuję bezskutecznie już od jakiegoś czasu. Wtedy może i ja podejmę próbę polifazówki, a póki co, korzystając z okazji, że jeszcze mam testowego Neuroona, pozwolą Państwo, że udam się na spoczynek, a rano obudzę jak zwykle rześki. Szkoda tylko, że nie pracuję w USA, czy Japonii – to na te rynki przede wszystkim nastawia się Intelliclinic i cena urządzenia do nich jest jak najbardziej dostosowana.

neuroon_ramka