Piwne Podziemie Gold Digga – Pijani poszukiwacze złota

Kraftu Ci w Polsce dostatek. Do tego stopnia, że czasami mam wrażenie, iż pomiędzy moimi kolejnymi wizytami w Piwomaniaku, czy Chmielarni Take&Go pojawiło się z 10 nowych kontraktowców (to bardziej w Piwomaniaku działa, bo Paweł dużo więcej piw ma w sklepie). W tej sytuacji warto mieć grupę ulubionych browarów, tych, które nigdy nie zawodzą. U mnie, poza klasykami/legendami typu Artezan, czy Pracownia Piwa, w grupie „top” od początku jest też Piwne Podziemie. Widząc nowe piwo od chłopaków z Rożdżałowa pod Chełmem, wezmę je zawsze, bo nigdy mnie zawiedli.

Biorąc do ręki ich… eeeee… WCIPA ;), już od początku wiedziałem, że będzie dobrze. Mam wrażenie, że jeszcze nie sięgnąłem po szkło a już czułem całym mym jestestwem tropikalne owoce. Takie mocne, a w tle… czyżbym wyczuwał subtelną nutkę mię… znaczy się karmelowego syropu? Takie wrażenie bardziej jak z imperialnej IPA (na co mogłoby wskazywać alko), ale karmel nie był nachalny, coś trochę tak jakby te owoce były razem w takiej gęstej podlanej karmelem pulpie. Dzięki temu zapach jest bardzo intensywny, wręcz gęsty. Gdybym pił w domu to pewnie wyizolowałbym poszczególne owoce, ale w knajpie niestety ciężko mi się do tego stopnia skoncentrować, szczególnie, gdy nie wypada olewać współobecnych.

W smaku do owoców dochodzi właśnie rzeczony karmel, nie przeważa, ale jest wyraźnie wyczuwalny, taki lekko przypalony, kojarzący mi się właśnie z imperialną IPA. Goryczka jest bardzo wyraźne zaznaczona, ale z drugiej strony bardzo fajnie, bo absolutnie nie zalega. Piwo mocno podstępne i zdradliwie pijalne – jeśli rzeczeni „Gold diggaz” regularnie pili coś takiego, to aż dziwne, że cokolwiek w tych rzekach znaleźli.

GoldDigga_ramka