Prairie Bomb – Czekoladowa bomba z papryczkami w tle

40 lat minęło
Jak jeden dzień…
I nigdy już nie wróci
Rób co chcesz

Na 40. urodziny nie było innej opcji – musiało być piwo Wyjątkowe przez Bardzo Duże W. Pół roku temu poprosiłem Pawła z Piwomaniaka, żeby mi poradził jakieś wyjątkowe piwo na tę wyjątkową datę. Najlepiej RISa, który urwie mi dupę tak, że zapamiętam do pięćdziesiątki.

– Bierz to! – powiedział bez namysłu, wskazując mi na małą, pękatą żółtą buteleczkę. – Wiem, że prawie pięć dych, ale nie będziesz żałował.

Akurat Paweł to jeden z najbardziej doświadczonych i znających się na temacie właścicieli piwnych sklepów w stolicy, więc nie zastanawiałem się zbytnio. Po zdjęciu kapsla poczułem się jak na wycieczce w Wedlu – nie piłem jeszcze RISa z tak potężnym aromatem mlecznej czekolady. Cudowna sprawa – nawet mojemu 10-letniemu synowi się spodobał, uśmiech miał tak szeroki, że gdyby nie uszy, to odpadłaby mu czaszka. Po ogrzaniu i zamieszaniu nie podobało mu się już tak bardzo – o ile wybijające się kakao to jeszcze nic takiego, to pojawiły się jeszcze delikatne, ale wyraźne papryczki.

Nalało się praktycznie bez piany, ale tego można się było spodziewać, w końcu leżakowanie z ziarnami kakao miało pełne prawo okazać się killerem dla piany. Ale smak – jezus maria, pyszności! Dominuje czekolada, ale nie jedna, smakuje jak kilka zmieszanych ze sobą odmian, to nie jest monotonny, jednostajny smak. Przez te smaki przebija się kakao i kawa, niestety zabrakło mi wanilii na której też „Bomba” leżakowała, ale absolutnie nie wpłynęło to na ge-nial-ność smaku. Na koniec odzywają się papryczki chili – na nich się akurat nie znam, ale w opisie są aż cztery rodzaje. Jedna cholera – kapsaicyna rozlewa się na języku, dając wyraźne, ale nie męczące uczucie pieczenia. Świetne zakończenie genialnego piwa. Paweł miał rację – warto było. Wiem, że 50 PLN to kupa kasy za piwo, ale czasami warto.

BombaRamka