LG G5 – Skok na główkę z klifu

W dzisiejszym świecie pełnym smartfonów, trzeba albo zrobić coś wyjątkowego, żeby się wyróżnić (jak np. Samsung rok temu wprowadzając kompletnie rewolucyjny względem poprzednich model S6), bądź też stawiać na stare i sprawdzone pomysły, zgodnie z zasadą, że jeśli coś nie jest zepsute, nie należy tego naprawiać (przykładem Sony z serią Xperia Z). LG do niedawna przy swojej serii flagowców G szło drogą Sony, by wreszcie zdecydować się na skierowanie się śladami Samsunga. Totalna zmiana w lubianej serii G to coś w rodzaju skoku z olbrzymiego klifu – nawet zawodowiec musi się liczyć z ryzykiem, że coś się może nie udać i to, co potem zeskrobią z kamieni, trzeba będzie schować do trumny.

W sieci czytam opinie mocno mieszane, dla mnie jednak ten skok zdecydowanie się udał. Jasna sprawa – ci, którzy od lat przyzwyczajeni są do klasycznego wyglądu serii G, na początku mogą odczuwać pewien niesmak, bo faktycznie jest inaczej. Czy gorzej? Dla mnie nie. Jest smukło, nieco węziej, mniej w ręku i więcej modnych zaokrągleń. Jedno, czego mi faktycznie brakuje, to przyciski głośności – przyzwyczaiłem się do tego, że z boku przycisków NIE MA, i tyle. To faktycznie było dużo wygodniejsze i intuicyjne. Do samego wyglądu nie mogę się jednak przyczepić – wystający aparat z tyłu jest całkiem ciekawy i pasuje do delikatnie wyoblonego przycisku odblokowania z czytnikiem odcisków palców. Czułością dorównują mu wyłącznie rozwiązania Huawei i podobnie jak w ich przypadku – do odblokowania wystarczy dotknąć płytki, nie trzeba jej wciskać.

Wygląd to jednak kwestia subiektywna i jeśli G5 komuś się nie spodoba to i tak go nie przekonam, warto więc przyjrzeć się kwestiom jak najbardziej obiektywnym. Nie pisuję tu zazwyczaj o liczbach, ale śliniąc się na Snapdragona 820 nie mogłem się doczekać, aż uruchomię na nim Antutu. Efekt – szok, kosmos: ponad 125 tysięcy punktów! Jeśli telefony pod kontrolą Snapa 810 i 808 były nie do zarąbania, do 820 jest jeszcze bardziej nie do zarąbania, w czym bez wątpienia pomagają mu 4 GB RAMu.

G5 to w pewnym sensie telefon spod znaku dwójki – dwa aparaty fotograficzne i… dwa ekrany. Nie tak jak w przypadku V10, tym razem są dwa… na sobie: jeden o standardowej już dla flagowców rozdzielczości QHD, drugi zaś, niejako „na wierzchu”, monochromatyczny, prezentujący nieprzerwanie aktualną godzinę, datę i ikonę aplikacji wymagających interakcji. Oszczędza nam więc tych statystycznych kilku/nastu wybudzeń telefonu w celu sprawdzenia godziny, zużywając ponoć zaledwie 0,8% baterii w ciągu doby. Znacznie bardziej widowiskowa „dwójka” to dwa główne aparaty – standardowy, 16 megapikseli i szerokokątny o dwukrotnie mniejszej rozdzielczości. Z głównej, jasnej matrycy wychodzą tradycyjnie już dla LG zdjęcia bliskie ideałowi, a w sytuacji, gdy nie zadowala nas plan – możemy przełączyć się na drugi obiektyw. Oczywiście przy takich możliwościach Koreańczycy nie mogli poprzestać na zwykłym przełączaniu – obrazy z obu obiektywów możemy ze sobą łączyć, w różnych konfiguracjach, dodając efekty rozmycia, czerni i bieli, soczewki, itd. Jeśli się dobrze postaramy, może to naprawdę kapitalnie wyglądać.

Podczas Mobile World Congress przede wszystkim mówiono o modułowości G5, tego akurat nie miałem okazji sprawdzić, ale samo rozbieranie telefonu jest bardzo łatwe – wciskamy guzik z boku i przykładając odrobinę siły, wysuwamy dół razem z baterią. Jeśli miałbym dokupić jakiś moduł, zacząłbym od baterii, bo ta potrafi wytrzymać przez jeden dzień, ale trzeba naprawdę sporo uważać. Czy to psuje wrażenie z używania tego telefonu? Nooo… trochę, bo niestety sam powerbank nie wystarczy, przydałby się jeszcze dodatkowy kabel USB-C. Póki nie stanie się standardem to będę na to trochę narzekał, no bo kurde, kiedy producenci ustalili, że standardem będzie micro USB!

Gdybym miał wybierać tegorocznymi flagowcami, bez wahania sięgnąłbym po produkt tych Koreańczyków spod znaku dwóch, a nie siedmiu liter. Lubię firmy, które nie boją się podejmować ryzyka i które raz na jakiś czas rzucają sie główkę, modląc się, co się stanie, gdy zobaczą go klienci. Rok temu na brawa zasłużył Samsung, w tym – zdecydowanie LG. Telefon wyglądający świeżo, wreszcie metalowy, z ciekawym i nowatorskim rozwiązaniem foto i potencjałem na rozbudowę.

G5 ramka