Samsung Gear VR – Znak czasów

markzuckerberg

Fot. Samsung

To zdjęcie Marka Zuckerberga przejdzie do historii. W zasadzie to już przeszło i założę się o każde pieniądze, że dość szybko znajdzie się w podręcznikach. Setki, a pewnie nawet kilka tysięcy uczestników premierowej imprezy Samsunga na Mobile World Congress nie widzi, że obok nich idzie człowiek, który de facto (czy tego chcemy czy nie) kreuje dzisiejszy oparty na internecie świat i mimo wciąż młodego wieku, dżinsów i niczym nie wyróżniającego się t-shirtu, to on, dzięki swojemu imperium spod znaku małego niebieskiego „f” dzierży rząd dusz. O samym zdjęciu napisano już chyba wszystko, a liczba „signum temporis” i „o tempora o mores”, ewentualnie „sorry, taki mamy klimat” przekroczyła już masę krytyczną. Dziś więc nie będzie ani o Zuckerbergu, ani o złych czasach. Dziś będzie o tym, co ci wszyscy ludzie poza rozanielonym Markiem, mają na głowach.

Samsung Gear VR Powered by Oculus, bo tak brzmi pełna nazwa tego urządzenia, to stopień pośredni wśród obecnych dziś na rynku urządzeń, pokazujących nam wirtualną rzeczywistość. Nie jest to na pewno już urządzenie „entry level” (żeby tak było, gogle Samsunga musiałyby być z kartonu i mieć z boku wiecznie odpadający magnesik), top level też nie, bo wtedy kosztowałyby przynajmniej 700 dolarów, a nie 99. Koreańczycy wpadli na pomysł genialny w swej prostocie, dodając użytkownikom swoich topowych terminali (i wyłącznie im) możliwość przeżycia relatywnie tanio doświadczenia wirtualnej rzeczywistości. No bo po co im ekran, skoro już go mają? Dajmy im całą resztę!

O technikaliach gogli Gear VR napisano już dużo, ja – tradycyjnie – opiszę Wam krótko i zwięźle, jak się z tego korzysta. Instalacja jest trywialna. Wpinamy telefon do złącza w goglach, po chwili słuchawka daje nam dźwiękiem znak, by ją wyjąć i poza goglami przeprowadzić instalację oprogramowania Oculus. Po jego zakończeniu i zalogowaniu lub założeniu konta, dostajemy dostęp do całkiem szerokiej biblioteki materiałów. Wśród nich znajdziemy również gry, od prostych do robiących wrażenie dość „wypasionych” zarówno scenariuszowo, jak i graficznie, w tej kwestii jednak poprzestałem na oglądaniu, bowiem nie mam do dyspozycji pada (ciężko grać telefonem, który jest właśnie wpięty w gogle). Okazji zanurzenia się w wirtualny świat jest jednak sporo – m.in. wizyta u apatozaura w Parku Jurajskim (ulubiona aplikacji moich synów, którzy krzyczeli z zachwytu „głaszcząc” olbrzymiego gada), występ akrobatów z Cirque du Soleil (jedyna okazja pooglądać CdS „siedząc” na froncie sceny), chwilami nieco abstrakcyjne instalacje 3D, czy też olbrzymia ilość zdjęć z różnych zakątków świata, zarówno z miast, chętnie odwiedzanych przez turystów, jak też np. afrykańskiej sawanny, czy miejsc, znanych z realizacji septalogii „Gwiezdne Wojny”. To wszystko oczywiście dzieje się w trybie w pełni immersywnym – przez cały czas możemy rozglądać się na wszystkie strony, patrzeć w górę i w dół. Menu, za pośrednictwem którego wybieramy, co chcemy oglądać na ekranie smartfona/gogli sterujemy intuicyjnie – przede wszystkim ruchami głowy, ale także umieszczonym na prawym boku touchpadem i umiejscowionym nad nim przyciskiem „wstecz”. Mam wrażenie, że nawet średnio inteligentny szympans dałby sobie z tym radę, ale na wszelki wypadek przy pierwszym uruchomieniu możemy skorzystać z samouczka.

A teraz Państwo pozwolą, udam się do mojego zimowego domu w Alpach, by na 100-calowym ekranie obejrzeć kolejny odcinek House of Cards. A jak zdejmę gogle, to spróbuję nie zapłakać się ze smutku, że to tylko aplikacja Netflixa i wciąż jestem u siebie w mieszkaniu… Cholera, szkoda, że nie mam na stałe przynajmniej SGS6. Podoba mi się ta zabawka.

SGVR