Samsung łączy ludzi daleko od cywilizacji, czyli potęga blogerów

dav

Ratunku, telefon się topi! Oh, wait…

Co ja się na początku nakląłem. Niby fajnie, człowiek czuje się zaszczycony, zaprosili go na premierę telefonów, o których mówi pół świata i 3/4 Polski, a jeszcze narzeka? No w sumie OK, docelowo Trybuna II na Torze Wyścigów Konnych w Warszawie okazała się bardzo fajnym miejscem na imprezę, ale wysyłanie człowieka półtora kilometra od najbliższego przystanku (że o powrocie, w stanie „nieco większej nieważkości” nie wspomnę) jest niekrasnoludzkie!

Pominąwszy jednak kwestie transportu (ostatecznie i tak część drogi powrotnej pokonałem Uberem) Samsung po raz kolejny udowodnił, że nie tylko na telefonach, ale i na organizacji imprez się zna. Z jednej strony może było nieco drętwo jeśli chodzi o strój, choć z drugiej strony wieczorna i ważna dla całego mobilnego rynku impreza wymusza jednak konkretny dress code, a i na obecne panie w wytworniejszych niż codzienne kreacjach, miło było popatrzeć. Wystrój i otoczka zdecydowanie dorównywały wadze wydarzenia – wszystko podświetlone na niebiesko, wielkie przestrzenie na których zmieściło się bez problemów na oko z 1000 osób, wystarczająco dużo sampli (kolejek nie było, każdy mógł sobie nie tylko utopić S7, ale i przyjrzeć się dokładnie innym sprzętom mobilnym i gadżetom, a nawet… pralce), zjeść dużo smacznych rzeczy, wypić też co nieco :), posłuchać części artystycznej, a przede wszystkim spotkać się ludźmi. Bo o ile z jednej strony spędy o dużym poziomie huczności potrafią być mocno męczące, to z drugiej – nierzadko są to jedyne okazje do spotkania z ludźmi z drugiego końca kraju, którzy nie wyobrażają sobie, by nie było ich na takim wydarzeniu – czy to ze względów profesjonalnych (pisanie tekstu na bazie tego, co ktoś napisał, nie byłoby poważne), fakt zaproszenia przez lidera mobilnego rynku podbija ich ego, a najczęściej po prostu jedno i drugie 🙂 Na szczęście Samsung rozumie, iż fakt, że jest właśnie na takim miejscu, zawdzięcza przynajmniej w równym stopniu „krawaciarzom”, co licznej grupie ludzi z całej Polski, którzy nie ubrali się może tak oficjalnie, ale pozytywnego szumu wokół marki robią częstokroć znacznie więcej. Oficjela robiącego sobie zdjęcie „na ściance”, wrzucającego kolejne odpowiednio otagowane statusy na Twittera i zdjęcia na Instagrama jakoś sobie nie wyobrażam. Blogiery – jesteśmy potęgą 🙂