Raduga My Geisha – Łagodność japońskiej wiśni

Jak często słyszycie od osób odżegnujących się od kraftu, że „nie wypiją tego czegoś, to nie ma nic wspólnego z piwem, a goryczka ryj wykręca”? I weź tu takiemu wytłumacz, że goryczka to immanentna cecha wielu styli piwa i to nie ona jest minusem, ale jej brak… Nie da się? Da się 🙂 Pod warunkiem, że znajdziecie coś tak ciekawego jak nowa propozycja od Radugi. Browaru znanego na szczęście nie tylko z jednych z najładniejszych i najbardziej charakterystycznych etykiet w polskim krafcie, ale przede wszystkim z piw, do których nie tylko nie boją się dodawać wymyślnych dodatków, ale przede wszystkim znakomicie im to wychodzi.

Herbata i piwo to wbrew pozorom wcale nie jest szalony miks. Miałem okazję spróbować różnych wywarów z różnymi rodzajami herbaty – Earl Greyem, Senchą i jakimś innymi wynalazkami. Otwierając Gejszę trochę się obawiałem, bo miałem już do czynienia z innym piwem na senchy i tak goryczka była – łagodnie mówiąc – zbyt wyraźna. Tu na szczęście jest inaczej, w czym pomaga przede wszystkim japońska wiśnia. Mnie zarówno zapach, jak i smak, nieodparcie skojarzyły się z lizakiem. Ale takim eko – nie wali chemią, smakuje naturalnie, ale właśnie bardziej w kierunku lizaka, niż soku. Miałem wrażenie, że czuję jeszcze jakiś kwiat, jaśmin, czy cuś? Żona się ze mnie śmiała, pytając, czy kiedykolwiek miałem do czynienia z jaśminem. W sumie to cholera wie, ale jak mówię, że jaśmin, to jaśmin 🙂 Dodaje jakiejś takiej „japońskiej łąkowości”, miałem wrażenie, że widzę łąkę, pełną jasnych kwiatków przed klasycznym japońskim domem. Ech, ta wyobraźnia 🙂

Znów mam szczęście do piw, które można poradzić kraftowym neofitom. Raduga dowiodła, że da się pogodzić goryczkę z naprawdę bogatym smakiem i wyjątkową pijalnością. Niby 40 IBU, dwa razy tyle, co korpolagery, ale absolutnie nie wykręca ryja. Bardzo ciekawe wrażenia, to nie jest „jeszcze jedno kraftowe piwo”.

RadugaGeisha