„Chłopcy już tak mają”

lobuzyDzisiaj nie będzie ani o piwie, ani o gadżetach. Dziś ten wyjątek, gdy będzie o życiu. Byłem dwa dni temu na zebraniu w szkole u  Starszego. Zebraniu z którego wyszedłem przed końcem, z drżącymi rękoma. W przeciwnym przypadku zrobiłbym coś, czego bym później żałował.

Czasy się zmieniły – tego niestety jestem świadom. A po części może inaczej – w wieku mojego syna byłem 30 lat temu, więc może niektóre z sytuacji mniej lub bardziej świadomie wyparłem z mózgu. Tym niemniej jakoś tak się układa, że od kogo bym nie słyszał o jakichś problemach w klasie Starszego, ciągle przewija się jedno imię. Niech będzie… Gerwazy. Jest grubo – jest szykanowanie, są bluzgi, jest obrażanie rodziców, jest oglądanie hard porno. I jest problem – ojciec, dla którego wszystko jest w porządku. Który przez całe zebranie, słuchając uwag innych, ma nieprzerwanie na twarzy wyraz nieopisanej pogardy, robiąc wrażenie, że to wszystko pozostaje poza orbitą jego zainteresowań, wtrącając tylko pod nosem, że przecież chłopcy tak się zachowują, żeby w ogóle może chłostą ich karać…

Wtedy nie wyrobiłem i po chwili ostrej dyskusji z wymianą podniesionych głosów, wyszedłem. Załamany. Zawsze byłem zwolennikiem dawania drugiej/trzeciej/whatever szansy, mój syn też swoje za uszami ma, ale do ciężkiej cholery, pokora to nie tylko Wojciech! Nie powstrzymałem się i powiedziałem mu publicznie, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jego syn robi odwala numery od pierwszej klasy, a on uważa, że wszystko jest dobrze i przecież jest normalnie, chłopcy tak się zachowują? Co więcej, w jego wykonaniu słyszeliśmy głównie uwagi z ciągłymi przytykami do wychowawczyni, że to szkoła powinna odpowiadać za większość rzeczy, które w moim rozumieniu są absolutną odpowiedzialnością rodzica! Bo to my mamy na dzieci największy wpływ, bo to my pracujemy nad ich szacunkiem dla nas od momentu, gdy się urodzą, bo to wreszcie MY jeszcze w tym wieku jesteśmy dla nich wzorami. Nie nauczyciele! Jedna z matek, słysząc o tym, że dzieciaki łamią zasady niekorzystania z telefonów w szkole, powiedziała, że jeśli tak zrobi jej córka, to jeszcze ona ją opier***. Ale byli tacy, którzy mówili, że ich dzieci nie mogą, a innych nie zauważyli jak grali…

A teraz sytuacja w klasie jest jak z karaluchami w bloku – co z tego, że wszyscy wyplenią, skoro u jednego zostaną gniazda i prędzej czy później tałatajstwo i tak się rozlezie. Niestety, szkoła wciąż będzie dawać kolejne szanse, starać się dowieść niemożliwego, że każdy może się zmienić. Ja jednak mam wrażenie, że „Gerwazy” poszedł już tą drogą zbyt daleko, nikt nie planuje go z niej zawrócić, a sam tego nie zrobi. A że traci nad tym ponad 20 innych dzieci? „Przecież chłopcy to już tak mają”… I to wszyscy inni są nienormalni, a on i jego tata są zajebiści. Nawet nie wiecie, jak mnie to wk***ia…