Petrus Aged Pale – Na szczęście nie tylko zapach się liczy

– Piwo kraftowe spożywamy przynajmniej dwoma zmysłami! Nie tylko nie chlejemy go nie zwracając uwagi na smak, jak w pożal się Boże korpolagerach, ale na równi ze smakowaniem wąchamy! – tak mówię każdemu, kto rozpoczyna przygodę z Piwami przez duże P, z podobnym podejściem do życia jak w przypadku Żywców, czy Warek. Mam nadzieję, że będę pamiętał, żeby tak nie mówić w przypadku hardkorowych kwasów…

Gdyby wrażenia zapachu warunkowały podejście do piwa, Petrus Aged Pale należałoby wylać z obrzydzeniem. Tu akurat zapach nie wzbogaca percepcji, bowiem piwo obrzydliwie wali potwornie kwaśnym octem. Ja wiedziałem czego się spodziewać – piłem Duchesse du Bourgogne – ale ktoś nieprzyzwyczajony bez chwili wahania wylałby je do zlewu, z okrzykiem: „Zepsute!!!”.

Na szczęście pierwszy łyk percepcję znacznie poprawia. Ocet wciąż jest, ale już nie tak wyrazisty, zabrakło na szczęście jak przy Księżniczce Burgundii, masakrycznego rozpuszczalnika, który kompletnie zepsuł mi wrażenia z tamtego piwa. Tu jest inaczej – są bardzo wyraźne białe owoce, bardziej jakoś tak winogronowo, ale z bardzo wyraźną kwasowością. Nie męczącą, nie upierdliwą – raczej rześką, orzeźwiającą, idealną na gorące popołudnia. I jednocześnie zdradliwą, bo w momencie picia nic nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z piwem o siedmioprocentowej zawartości alkoholu. Na pewno nie jest to piwo, po które sięgnie każdy – moja żona pewnie po jednym łyku plułaby przez pół dnia, ale to, że ja, generalnie przeciwnik kwasów, twierdzę, że jest niezłe, to wiele znaczy. Jeśli chcecie spróbować kwacha z tych bardziej hardkorowych, Petrus wydaje się być dobrym pomysłem. Najwyżej zatkacie sobie nos.

PetrusRamka