Jeśli nie jest za darmo, to można kraść?

To w sumie smutne jest. Wiem, może przesadzam – niemal na pewno przesadzam, ale z premedytacją. bo nawet jeśli to nie norma, to na pewno nie rzadkość. No bo sami się przyznajcie – ilu z Was doszło do wniosku, że aplikacja mobilna, którą chcecie kupić jest… zbyt droga? Nie będę pierwszy rzucał kamieniem… no może garścią żwiru. Bo faktycznie, zdarzało mi się tak myśleć, ale nigdy – i to mówię z pełną konsekwencją – nie zainstalowałem pirackiego odpowiednika aplikacji z Google Play. Pominąwszy już kwestie etyki i oczywiście ryzyka związanego z bezpieczeństwem, w sytuacji, gdy za większość apek, czy gier, chcą od nas jednocyfrową kwotę, czułbym się idiotycznie! 5, czy nawet 9 złotych? Toż to jakby wyciągnąć dziecku z kieszeni kasę na kanapki do szkoły. Zastanawiam się, jak dorośli ludzie mogą żałować na coś, co daje im regularną rozrywkę, czy pomaga w codziennym życiu, kasy, którą wydają na jedno małe, czy średnie piwo! Którą potrafimy położyć w restauracji (albo w sieciowej pizzerii) jako napiwek? Najbardziej podoba mi się argument: „Nie podłączę karty płatniczej do Google, bo nie chcę, żeby mieli moje dane”. No cóż – oczywiście instalując zabugowaną wydmuszkę prawdziwej aplikacji nie dajemy wszystkich danych i najczęściej pełnego dostępu do naszego telefonu cyber-przestępcom…
Czasami korzystam z Xboxa 360, ale nie mam na niego zbyt wielu gier. A to dlatego, że wychodzę z założenia, że skoro stać mnie na konsolę to stać mnie również na gry, a jeśli nie – to prędzej powinienem ją sprzedać. Z telefonem akurat jest nieco inaczej, bo to akurat nie luksus, tylko towar pierwszej potrzeby. Płatna gra jednak towarem pierwszej potrzeby nie jest i nawet jeśli czaisz się na jakąś wyjątkowo dobrą, wystarczy mniej lub więcej cierpliwości – w ten sposób kupiłem This War of Mine za 20 PLN (zamiast 60), czy też Knights of The Old Republic za 15 złotych zamiast 45. Nie musiałem nikogo okraść, a na wszystkie gry i aplikacje, które kupiłem, wydałem mniej, niż na jedną grę AAA na Xboxa.
Czasami mam wrażenie, że wymyślanie usprawiedliwienia na rzeczy niewytłumaczalne to narodowy sport na wschód od Odry. Jeśli chcemy być traktowani jak Europejczycy przez duże E, to może pora zachowywać się tak, jak oni, nie tylko wtedy, gdy jest to dla nas wygodne. Nie wszystko należy się nam za darmo.
Fot. IntegratedChange/Flickr