Pies kraftu zawył radośnie w centrum Stolicy

Jest! Fajnie jest mieć multum wielokranów w mieście, mnóstwo pysznych polskich piw, generalnie niczego nie brakuje, ale dla beer geeka pub Brewdoga w swoim mieście to coś na miarę transferu Roberta Lewandowskiego do Realu, czy Barcelony. Dlatego nie mogło mnie zabraknąć dziś o 17, gdy przy ul. Widok 8 w Warszawie otwierał się pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej multitap legendy piwnej rewolucji – szkockiego browaru Brewdog spod znaku charakterystycznego wyjącego psa.

IMG_20160505_165640

Wchodziłem chyba w pierwszej dziesiątce, ale wiedząc, co mnie czeka, skierowałem się szybko do baru. Po drodze rzuciłem okiem na „okolicę” i nie da się ukryć, że pub robi wrażenie dość… ciężko go nazwać małym, albo ciasnym, powiedzmy więc, że jest przytulny. To określenie wydaje się nie tylko mniej pejoratywne, ale przede wszystkim – cóż, prawdziwe. Jest dość ciemno, surowo, industrialnie, stolików naliczyłem (ale mogłem się mylić, bo ludzi po chwili było już multum) chyba max kilkanaście, a dekoracja ścian jest oszczędna, wręcz spartańska, tym niemniej charakterystyczna dla szkockiego browaru. Po kilku dniach może się jednak okazać, że wielkość lokalu jest w sam raz – w końcu byłem na otwarciu, a to przyciągnęło ludzi jak magnes.

IMG_20160505_170539IMG_20160505_170544

 

 

 

 

 

Dobra, przyszła pora na to, co tygryski lubią najbardziej. Przeczytałem w drodze na otwarcie tekst Docenta, więc szoku cenowego nie było. Zgoda, tanio nie jest, ale trzeba pamiętać, że nie mamy do czynienia z byle browarem. 16 PLN za pintę to cena sensowna nawet jak na nasze krajowe warunki i – jak doniósł mi na Facebooku polski zaciąg na Wyspach w osobie Eli T. 🙂 – wyraźnie taniej, niż np. w Manchesterze. Update z piątku 6.05: Jak tak się pozastanawiałem to jednak zabrakło mi jednej rzeczy – w przypadku każdego piwa mamy na tablicy cenę najwyższej dostępnej objętości. Do tej pory nie mam pojęcia, ile kosztują mniejsze, a jednak dobrze byłoby wiedzieć przed zapłaceniem. O, za 1/3 Vagabonda zapłaciłem 7 PLN, a pinta kosztuje 16. 6 za 1/3 byłoby lepiej.

Dobra, zapytacie pewnie „co piłeś?”. Nie miałem zbyt wiele czasu, bo czekała mnie wizyta u lekarza, ale po tym jak kupiłem okolicznościową koszulkę (nie mogłem sobie odpuścić!), pora było spróbować, co wyjący piesek ma mi do zaoferowania.

IMG_20160505_170528

Elvis Juice – Gęste, bardzo wyraźnie owocowe, niby wytrawne, ale z odczuwalną subtelną słodyczą

Shipwreck – To bardziej brainwreck! To dopiero jest gęste piwo, syrop z agawy i leżakowanie w beczce po tequili dały mu dziwny smako-zapach na pograniczu zielska, torfu i konserwowanych drewnianych podkładów kolejowych (dzięki dla starszego siwo/ciemnobrodego sąsiada przy barze, który idealnie wyłapał tę ostatnią cechę) z nieco śliską fakturą, kojarzącą się z maścią. Specyficznie smaczne, ekstremalnie wyjątkowe piwo.

Vagabond Gluten Free – Nie piłbym, ale Docent zareklamował 🙂 I zgadzam się z nim – pie**zyć gluten, to po prostu jest super pachnące bardzo pijalne piwo.

Przy okazji powąchałem (budżet się skończył, a poza tym lekarz!) Sink The Bismarck. Pachnie koniakiem 🙂

IMG_20160505_171725Wszystko polewane w brandowanym szkle Brewdoga, dokładnie opisanym jakie gatunki piwa należy z danego szkła pić. Nie zabrakło oczywiście polskiego kraftu, który do spółki z zagranicznymi gośćmi Brewdoga zajmuje połowę z osiemnastu kranów, no ale – z całym szacunkiem dla znakomitych krajowych piwowarów – to nie dla nich przyszedłem w czwartek na Widok 8 🙂 W miejsce, w które na pewno jeszcze wielokrotnie zajrzę, pewnie pod kątem próbowania konkretnych nowych piw na kranach, a tych w swoim portfolio Brewdoga ma mnóstwo. Można też kupić na wynos (w PETy nie leją :), ale wybór butelek i puszek jest bezdyskusyjnie najlepszy w Warszawie – w sumie zdziwiłbym się, gdyby było inaczej – w końcu kto ma mieć najwięcej z oferty Brewdoga jeśli nie ich firmowy wielokran? Jeść pewnie nie będę, ale dla chętnych również tego dobra nie zabraknie. Zdecydowanie polecam. Zdecydowanie mój portfel pewnie nie, ale ja #chcetobardzo.