Sink The Bismarck – zaskakująco… piwne

Musiałem. Po prostu musiałem, nie było innej opcji. Zawsze pociągały mnie ekstrema, w przypadku piw nie inaczej, ale wywary o ekstremalnej zawartości alkoholu pozostawały w sferze marzeń – niedostępne dla mnie zarówno finansowo, jak i geograficznie.

Aż nadeszła TA chwila. W piwnym krajobrazie Warszawy pojawił się firmowy pub Brewdoga, a w nim wśród przeróżnych pyszności jeden ze sztandarowych trunków szalonych Szkotów – Wzmocniona Imperialna IPA Sink The Bismarck. W cenie można by rzec – nie żartuję – promocyjnej, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy butelka 0,375l Bismarcka kosztuje ok. 430 PLN, a na Widok 8 podają go w 25-mililitrowych shotach w cenie 1 PLN za 1 ml? Jak w mordę strzelił zaledwie 375 PLN za butelkę! Stąd na grafice w skali pięciokufelkowej dodałem szósty, choć tak naprawdę powinno ich tu być z 10.

Dla tych, którzy jeszcze nie zetknęli się z piwami klasy extreme – nie, nie pomyliłem się, nie przesunąłem zera, to piwo właśnie tyle kosztuje! A to dlatego, że jego 41% zawartości alkoholu (tutaj też się nie pomyliłem!) nie powstaje jak sądzą niektórzy z dolewania na etapie produkcji spirytusu, tylko z… wymrażania. Robimy dużo piwa, mocno je chmielimy, potem mrozimy do bodaj -40 st. C, wyrzucamy lód, reszcie dajemy odpocząć, potem znowu mrozimy, a na końcu powstaje Sink The Bismarck.

Dobra, po tym przydługim wstępie pora opowiedzieć – jak zwykle na ChcęTo Blogu krótko – z czym mamy do czynienia. Już po nalaniu widać, że mamy do czynienia z wysokoprocentowym trunkiem, na szkle pojawiają się bowiem charakterystyczne „łzy”. Po zbliżeniu nosa do szkła czuć… alkohol! Wszędobylski, wwiercający się w nos, opanowujący i przykrywający wszystko, może z wyjątkiem subtelnej nutki… koniaku? Brandy? Smak jest… cóż, wyjątkowy. Ku mojemu zaskoczeniu akurat ten zmysł nie został zdominowany przez alkohol. Króluje za to po-tęż-na gęstość. Miałem wrażenie, że gdybym wrzucił do szkła groszówkę, pływałaby na powierzchni. W smaku… chmiele! W ponad 40-procentowym alkoholu! Można wręcz odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z gładką pulpą z owoców pozbawioną choćby molekuły cukru. Nie ma goryczki, ja bardziej odbierałem to jako nienaturalną wręcz wytrawnością. Mam wrażenie, że alkohol dostaje się do organizmu pijącego przede wszystkim w postaci oparów – nie gryzie w gardło, nie czuć goryczki, ale kończąc 25-mililitrowego shota miałem wrażenie, że się narąbałem 🙂

Czy warto? Wszystkiego warto choć raz w życiu spróbować, a dla beergeeka Bismarck to piwo ikonicznie, jedno z bodaj dwóch z Top 10 najmocniejszych piw świata, którego można spróbować we w miarę akceptowalnej cenie. Drugi raz go nie wypiję – ale na Tactical Nuclear Penguina, 31-procentowego RISa już się czaję – ale nie żałuję, że spróbowałem. Przynajmniej wiem, że wysokoprocentowy trunek może smakować jak piwo.

Bismarck_ramka