Euro 2016, czyli naród malkontentów

Euro 2016. Musiało być o tym. Piszę niecałą godzinę po historycznym zwycięstwie nad Irlandią Północną, ale – jak możecie się domyślać po tytule – nie o sporcie będzie, czy może inaczej: nie do końca o sporcie.

polnir_przed

Fot. www.laczynaspilka.pl

Ja jestem człowiekiem z epoki wiecznych porażek, straconych pokoleń, pogardliwego określania naszej narodowej jedenastki „kopaczami” i 1:0 z San Marino po golu strzelonym ręką przez Furtoka. Miłą odmianą w tym wszystkim było srebro drużyny Janusza Wójcika w 1992 na igrzyskach w Barcelonie, ale generalnie nie oszukujmy się: było do dupy. Cieszę się, że chociaż jak przez mgłę pamiętam radość sześciolatka z trzeciego miejsca na MŚ w Hiszpanii i liczyłem, że może moje dzieci, jak ja już kipnę, będą miały okazję przeżyć takie emocje. Bo choć od dawna nie interesuję się piłką tak, jak kiedyś, ale gdy grają biało-czerwoni, sytuacja wraca do normy sprzed lat.

Takiej drużyny jak dziś, nie mieliśmy nigdy. Gracza ze światowego Top 3/5, ludzi odpowiadających za grę drużyn z absolutnego europejskiego topu, a jakby tego było mało – wszystkich dogadujących się ze sobą na boisku i poza nim, bez gwiazdorzenia, prowadzoną przez cichego, bez parcia na szkło, człowieka, który z tych wszystkich ludzi jest może nie najmniejszą gwiazdą, ale raczej jedną z tych pod koniec. Mamy drużynę, której nie musimy się wstydzić i która nie wychodzi na każdy mecz skazana na porażkę. Kurde, mówimy o ludziach, którzy wygrali 2:0 w meczu o punkty ze świeżo ukoronowanymi mistrzami świata!

Brzmi optymistycznie, prawda? No to teraz spójrzmy na social media, spójrzmy na wcale nie nieliczne komentarze pod tekstami na serwisach newsowych (to tylko próbka):

  • To co, najpierw mecz otwarcia, potem o wszystko, a na koniec o honor?
  • To może na wszelki wypadek potrenujmy „nic się nie stało”?
  • Patrzcie to mój bilet u buka, stówa na Irlandię Płn., jak myślicie, ma szansę?
  • Nie przegrali? Spoko, nic straconego.
  • Ile płacą za to, że Polska nie wyjdzie z grupy?

Początkowo planowałem w tym miejscu siarczyście przekląć, powiedzieć parę „ciepłych słów” od serca, ale nie. Powiem tylko tyle:

Malkontenci – szkoda mi Was

Od wyborów 1989 minęło 27 lat, ale okazuje się, że o ile człowieka z komuny się wyprowadzi, to komuny z człowieka już niekoniecznie. A nawet jest gorzej – bo wtedy wyczyny piłkarzy były jedną z niewielu iskierek w beznadziei szarości, tak teraz można by mieć wrażenie, że jest… jeszcze gorzej, bo nawet na piłkarzy narzekamy. Na drużynę, którą wielu fachowców spoza Polski określa mianem potencjalnego czarnego konia francuskiego turnieju. Hejterzy – musicie mieć strasznie ciężkie życie, skoro po całym dniu szukacie jeszcze tekstów w serwisach newsowych, albo produkujecie w SM statusy podkreślające Waszą frustrację – tym razem tym, że Polacy zasłużenie wygrali. Skoro zaciskacie kciuki i zęby, żeby Wasze czarne przepowiednie się sprawdziły, żebyście mogli z radością powiedzieć: „A nie mówiłem? Jest dno, nędza, żenada, gówno jak zawsze”. Może bym się pozastanawiał, jaki macie w tym cel, ale szkoda mi czasu. Zamiast zajmować się tymi, z którymi dzieli mnie frustracja, wolę poświęcać czas tym, z którymi Łączy nas piłka i ściskać do białości kciuki za Biało-Czerwonych. Lepiej wierzyć i wiedzieć czego można się spodziewać (wtedy się nie zawiedziemy), niż cały czas wylewać z siebie jad i ironię. O tempora, o mores.