Hopium Lora Shafran – Król Przypraw to za mało

6000 złotych za kilogram – tyle w sprzedaży detalicznej kosztuje szafran, bezdyskusyjnie najdroższa przyprawa świata. Nie wiem, ile do kotła warzelnego dodali jej chłopaki z Hopium, ale ile by nie było – i tak wydaje się to szaleństwem: albo za mało, by wpłynęło na smak, bądź też wydali kupę kasy na to, by charakterystyczne nitki było czuć w finalnym produkcie. W sumie jednak akurat taki wymysł, w wykonaniu tego browaru absolutnie mnie nie zdziwił – Violetta Vanillas, czy Papryk Swayze, to inne wywary z Hopium, których nazwy nieodparcie sugerują, że dodano do nich jakieś niestandardowe składniki.

To łączy Lorę Shafran z dwoma wymienionymi dla przykładu wywarami z Hopium, a co dzieli? Niestety wszystko inne. Piwa browarników z Nowego Drzewicza mimo pewnych szaleństw w dodatkach potrafią bardzo fajnie smakować. Słodkość i posmak od wanilii, wyczuwalne na finiszu papryczki, no i genialny „biały RIS”, mój król wiosennego WFP 2015 Michaił Jackson (choć on akurat dodatko w nazwie nie miał. Bohater dzisiejszej recenzji pachnie przede wszystkim pomarańczami, bardzo intensywnie, wręcz sztucznie i landrynkowo. Piszą, że szafran pachnie „miodem z nutą ciepłej goryczy” i w takiej sytuacji mam wrażenie, że faktycznie mogło to wpłynąć na odczucia węchowe. Nie zmienia to faktu, że jak dla mnie jest zbyt mocno i zbyt intensywnie.

O ile zapachowo jest nie najlepiej to smakowo niestety okazuje się być jeszcze gorzej. Nie wiem, być może ja trafiłem na jakąś „lewą” beczkę, ale to piwo miało jedną jedyną dominantę smakową – drożdże. Intensywne do ohydy, sztucznie słodkie drożdże. Nie jest letnio, nie jest orzeźwiająco, nie jest smacznie. Jest kompletnie do dupy i jedyne do czego nadaje się to piwo, to zlew. Mam nadzieję, że to wypadek przy pracy, bo do tej pory wszystko inne z Hopium mniej lub bardziej, ale jednak mi smakowało. Przy okazji sprawdzę, ale do tego piwa na pewno nie wrócę. Brrrr.

lorashafran_ramka