Koniec Euro, czyli uczucia cholernie mieszane

Właściwie to tytuł tego wpisu powinien brzmieć: „Kurwa mać”, ale nie chciałem odstraszać tak na początku. Na wpół duma i złość – te uczucia przepełniają mnie od nocy z czwartku na piątek (a jako pierwszy nazwał je Michał Fedorowicz z Kulturą w Płot). Bo z jednej strony nie umiem – a przede wszystkim nie mogę – w żaden sposób frustrować się na to, co na francuskich boiskach pokazali Biało-Czerwoni. Z drugiej jednak – no cholera jasna, było tak blisko i mam się cieszyć z tego, że skończyło się porażką?

Ronaldo_Pazdan_memDla mnie Euro skończyło się chwilę przed północą z czwartku na piątek, emocje spadły na poziom ZERO. Wiele lat temu z rozmysłem zrezygnowałem z oglądania piłki nożnej. Było mi szkoda czasu na sport, gdzie gros piłkarzy po lekkim dotknięciu przewraca się i wyjąc chwyta za zupełnie inną część ciała, pełen „gwiazdorków” w absolutnie pejoratywnym znaczeniu, chamstwa na trybunach (wciąż), cwaniactwa (czy raczej cwaniakowania) na boisku, a przede wszystkim frustracji, że gdy tylko wchodzą na boisko nasi, włącza się „wpie**ol mode”.

Ostatnią chwilą kiedy odczuwałem prawdziwą DUMĘ z piłkarskiej reprezentacji Polski były igrzyska olimpijskie w Barcelonie. Kiedy Kiko w doliczonym czasie, z kontuzjowanym Brzęczkiem czekającym na powrót na boisko, strzelił bramkę na 3:2 dla Hiszpanii, odebrało mi mowę. Nie chciałem krzyczeć, nie chciałem płakać, nic nie chciałem – czułem się pusty w środku. Dokładnie to samo było po meczu z Portugalią. Po meczu, w którym podobnie jak 24 lata temu na Camp Nou, Polska nie była gorsza i zasłużyła na zwycięstwo bardziej, niż faworyzowani rywale. Z tą różnicą, że to były chłopaki u wrót wielkiej kariery, a ci, którzy grali we Francji, w znacznej części są w jej pełnym rozkwicie. NIGDY za mojego życia nie mieliśmy reprezentacji pełnej ludzi liczących się w europejskich klubach i to wcale nie byle jakich. Mimo tego, gdy oglądałem i czytałem materiały z La Baule, miałem wrażenie, że nie to było kluczem – był nim fakt, że Ci ludzie nie stanowią zbiorowiska gwiazdeczek, tylko team kumpli zgranych na boisku i poza nim. Którzy prędzej się zrzygają, niż zawiodą kolegów, którzy nie będą kryli łez przed kamerą i będą wytykać błędy sobie, nawet jeśli w opinii kibiców sami będą bohaterami. Że stanowią

drużynę, z którą WRESZCIE trzeba się liczyć

Jestem rozżalony, bo kto by nie był, gdy półfinał był tak blisko. Ale mam pewność, że z przegranym meczem z Portugalią nic się nie kończy, a bardzo wiele zaczyna. Znów mam ochotę oglądać mecze reprezentacji Polski.

Obrazek na stronie głównej pożyczyłem od Lewego 🙂 https://twitter.com/lewyofficial